poniedziałek, 9 stycznia 2012

ŁOWCA TROLLI / TROLLJEGEREN (2010)

inny tytuł - Troll Hunter
reżyseria - André Øvredal
scenariusz - André Øvredal, Håvard S. Johansen
obsada - Otto Jespersen, Glenn Erland Tosterud, Johanna Mørck, Tomas Alf Larsen, Urmila Berg-Domaas, Hans Morten Hansen, Robert Stoltenberg
kraj produkcji - Norwegia
polska premiera - 23.12.2011 (kino)
źródło - kino (2M Films)

   Trójka studentów bada sprawę tajemniczych ataków jakiegoś drapieżnika na gospodarskie zwierzęta. Postanawiają dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat od dziwnego myśliwego, który zajmuje się polowaniem na niedźwiedzie. Ten, gdy odmawia wywiadu, zaczyna być śledzony przez studentów, do czasu gdy wszyscy stają oko w oko z trójgłowym trollem. Hans okazuje się być łowcą tych mitycznych stworzeń, opłacanym przez rząd. Jako, że ma już dosyć swej słabo płatnej pracy, pozwala reportażystom towarzyszyć mu w codziennych zajęciach.
    Mockumentary to niezwykle ostatnio modny rodzaj kręcenia filmów, który najczęściej jest reprezentowany  przez kino grozy. Wszyscy na pewno kojarzą fenomen THE BLAIR WITCH PROJECT, ale to dopiero pod koniec ubiegłego dziesięciolecia, "zagubione taśmy" osiągnęły zaskakującą popularność. Takie tytuły jak [REC], PROJEKT: MONSTER czy PARANORMAL ACTIVITY nie powinny być obce miłośnikom horrorów, a sukcesy kolejnych tego typu filmów zdają się nie mieć końca (ostatnio DIABŁY).
   O ile większość udawanych dokumentów jest zrobiona na całkiem poważnie, to ŁOWCA TROLLI zdaje się kpić z tego podgatunku, ale zarazem potrafi też nieźle przestraszyć. Miałem to (nie)szczęście być sam na sali kinowej podczas seansu tego filmu i muszę przyznać, że potęgowało to uczucie strachu, które towarzyszyło podczas polowań na trolle. Przypominało to momentami wspomniany THE BLAIR WITCH PROJECT, zwłaszcza podczas nocnych scen, gdy gucio widać, a wiemy po głośnych wyciach, że stwór jest coraz bliżej.
   Postać trolli jest zgodna z mitologią nordycką, to też najlepszym sposobem na zgładzenie monstrum jest nakierowanie na niego mocnego snopa światła. Ten zamienia się wtedy w kamień, co jest udokumentowane naukowo. Zresztą wszystko jest tu pokazane tak, jakby trolle rzeczywiście istniały, co mi się bardzo podobało. Nie będę pisał o szczegółach, by nie wyjawiać za dużo, ale np. gdy zobaczycie gdzieś w lesie obgryzioną, starą oponę samochodową, to znaczy że w pobliżu pomieszkują trolle.
   Film kosztował niecałe 4 mln$ i aż trudno uwierzyć, że udało się dzięki takim skromnym środkom stworzyć zadziwiające efekty specjalne, które mogłyby zawstydzić niejednego specjalistę ze studia WETA. Trolle są po prostu piękne i zarazem straszne, a już ten z końcowych scen filmu wprawia w totalne osłupienie.
   Nie będę pisał o zdjęciach i muzyce, bo te pierwsze wiadomo jak wyglądają (trzęsąca się kamera, rwana akcja), a ścieżkę dźwiękową tworzą elementy otoczenia. Mogę jedynie napisać o aktorach, którzy wypadli w swych rolach całkiem naturalnie, a co najważniejsze, wzbudzają naszą sympatię. Dla niektórych dziwnym  może się wydawać wybór odtwórcy roli Hansa, który wygląda niczym rozbójnik Rumcajs. Ja  początkowo byłem nastawiony negatywnie, ale po seansie stwierdzam, że tak powinien wyglądać zawodowy łowca trolli. Znając życie, w planowanym na 2014 rok amerykańskim remake'u, Hansa zagra jakiś wysportowany młodzieniec, a film będzie w trójwymiarze...
   Początek roku (formalnie koniec roku 2011 - data premiery) spędzony w kinie, uznaję za bardzo udany. ŁOWCA TROLLI to naprawdę fajna i odświeżająca rozrywka i jeżeli nie nastawicie się na jakiś bardzo poważny horror, to może będziecie się bawić na nim tak dobrze jak ja. Szczerze polecam!!!
9/10

PLUSY:   
- pomysł i jego realizacja
- dobre efekty specjalne
- momentami porządnie straszy
- nienachalny humor
- norweska sceneria
- polski akcent

MINUSY:
- to nie jest film dla każdego


1 komentarz: