wtorek, 31 marca 2015

SZKOŁA CZAROWNIC / THE CRAFT (1996)



reżyseria - Andrew Fleming
scenariusz - Peter Filardi, Andrew Fleming
obsada - Robin Tunney, Fairuza Balk, Neve Campbell, Rachel True, Skeet Ulrich, Christine Taylor, Breckin Meyer, Nathaniel Marston, Cliff De Young, Assumpta Serna, Helen Shaver, Brenda Strong
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 3 maja 1996
premiera w Polsce - 5 lipca 1996 (kino)
źródło - dvd (Columbia, PL)

   Siedemnastoletnia Sarah Bailey przeprowadza się ze swym ojcem i macochą do Los Angeles. W nowej szkole szybko zwraca uwagę trzech dziewczyn, nazywanych złośliwie przez kolegów "czarownicami z Eastwick". I faktycznie - Nancy, Bonnie i Rochelle - zajmują się po lekcjach zgłębianiem sekretów czarnej magii chcąc przywołać podczas rytuału potężnego demona o imieniu Manon. Potrzebna jest im do tego jednak czwarta osoba, która pomogłaby zamknąć magiczny krąg. Sarah z początku jest lekko zaniepokojona niecodziennym hobby swych koleżanek, ale gdy pada ofiarą pomówień jednego ze szkolnych kolegów, postanawia dołączyć do nich i wziąć udział w rytuale.



   Lata 90-te były bardzo trudnym okresem dla wielbicieli horrorów. Tych naprawdę liczących się tytułów powstało bardzo niewiele, a o tych nieudanych rzadko kto teraz pamięta. Szkoła czarownic choć nigdy nie weszła do kanonu kina grozy, to jednak nierzadko jest mile wspominana przez ówczesnych widzów, którzy z utęsknieniem wypatrywali nowych i dających się oglądać bez bólu horrorów. W roku 1996 powstało ich niewiele, a większość z nich nie przynosiła zysków (porażki Przerażaczy Petera Jacksona, Ducha i mroku Stephena Hopkinsa i przede wszystkim spektakularna klęska Mary Reilly Stephena Frearsa) ich producentom, co nie znaczyło, że były złe. W międzyczasie do kin trafił psychothriller Strach, który sprzedał się zaskakująco poprawnie i gdy trzy tygodnie później wyczyn ten powtórzyła Szkoła czarownic było już pewne, że czas się zwrócić ku  młodszej widowni. Potwierdzeniem tego był niebywały sukces debiutującego pół roku później Krzyku Wesa Cravena, który na dobre rozpętał modę na teen-movies. Niewątpliwie Szkoła czarownic miała też istotny wpływ na telewizyjne ramówki. Już kilka miesięcy później w telewizji ABC premierę miał serial Sabrina, nastoletnia czarownica, a dwa lata później WB Television rozpoczęła emisję Czarodziejek. Były to propozycje skierowane przede wszystkim do żeńskiej widowni i taką też jest Szkoła czarownic, co nie znaczy że męska część publiki nie znajdzie tu nic dla siebie.


   Wszak głównymi bohaterkami filmu są cztery piękne (no może oprócz jednej) niewiasty.  Życie ich jednak nie rozpieszcza. Sarah przeniosła się do Los Angeles krótko po próbie samobójczej spowodowanej żalem po śmierci swej matki. Nieśmiała Bonnie ma dużą część ciała pokrytą brzydkimi bliznami po oparzeniu, co wprawia ją w spore kompleksy. Rochelle jest obiektem rasistowskich ataków swej szkolnej koleżanki Laury, których nie potrafi zignorować. Natomiast Nancy żyje w skrajnym ubóstwie ze swą wiecznie pijaną matką i jej konkubentem. Nic dziwnego, że dziewczyny marzą o lepszym życiu, w którym nie ma brzydoty, nienawiści i nędzy. Taką szansę daje im przywołanie ducha Manona. Dzięki niemu i rzuconym podczas rytuału zaklęciom mają nadzieję odmienić swój los. Sarah pragnie, by szkolny przystojniak Chris zadurzył się w niej do szaleństwa, Bonnie chce być piękna wewnątrz i na zewnątrz, Rochelle marzy się zemsta na Laurze, a Nancy... Cóż, Nancy pragnie, by wypełniła ją cała potęga Manona. Dziewczyny, które początkowo traktowały czary jako odtrutkę na szarą codzienność, już wkrótce zauważają efekty jakie przyniosło im oddanie czci Manonowi. Chris nie odstępuje Sarah na krok, blizny Bonnie cudownie znikają, dręczycielka Rochelle traci włosy, a moc Nancy niesamowicie wzrasta. Problem w tym, że to co zaczęło się jak niewinna zabawa, zaczyna przynosić odwrotny skutek do zamierzonego.


   Andrew Fleming, który w 1988 roku podpisał się pod Nocnymi koszmarami - horrorem czerpiącym z olbrzymiej popularności serii Koszmar z ulicy Wiązów, zręcznie balansuje pomiędzy dramatem jakim przeżywają cztery bohaterki jego filmu, a scenami mającymi wywołać dreszczyk emocji u widza. Co prawda z początku Szkoła czarownic ma w sobie niewiele z horroru, ale im dalej w las tym robi się...  mroczniej. Przy czym Fleming w żadnym momencie nie przekracza magicznej granicy, która pozwoliłaby na prawdziwy zastrzyk grozy, przez co jego film można określić jako horror w wersji lajt. Amerykańskie MPAA przyznało Szkole... kategorię R (osoby niepełnoletnie mogą wejść na seans tylko pod opieką dorosłego), co w dzisiejszych czasach może zakrawać na absurd. Nie ma tu wiele scen przemocy, żadnych scen gore czy nagości. Okazuje się, że cenzorom oprócz kilku rasistowskich tekstów nie spodobała się odnosząca się do praktyk okultystycznych tematyka filmu. Jakoś nie wyobrażam sobie, by po obejrzeniu Szkoły czarownic jakakolwiek nastolatka zechciała naśladować Sarah i jej koleżanki, gdyż wydźwięk filmu jest bardzo czytelny. Czarowanie jest złe i czyni dużo szkody, a ewentualne korzyści z magii szybko obracają się przeciwko rzucającym zaklęcia po dwakroć.


   Im bliżej finału, tym więcej w Szkole czarownic scen wpływających na jej przynależność gatunkową. Atmosfera się zagęszcza, a zaklęcia, które początkowo wyglądały na niewinne (zmiana koloru oczu i włosów, lewitowanie) zaczynają przybierać coraz bardziej drastyczną postać. Ostatecznie Sarah musi stawić czoła swym koleżankom, które nic sobie z tego nie robią, że ich działania przynoszą poważne szkody z utratą życia włącznie. Finał, który rozegra się w posiadłości zamieszkałej przez Sarah, przyniesie kilka niespodzianek i dość ciekawych rozwiązań. Na pewno jedną z najbardziej charakterystycznych i udanych scen jest ta, w której wszelkie znane człowiekowi  paskudztwa w postaci węży, pająków, szczurów, robali i karaluchów zaczynają wypełzać z każdego zakamarka domu niemal doprowadzając Sarah do obłędu. Nie jest to na pewno sekwencja łatwa w odbiorze dla widzów cierpiących na różnego rodzaju fobie z udziałem powyższych "żyjątek". Główną rolę w finale odgrywa jednak Nancy i jej psychopatyczne skłonności. To właśnie z nią Sarah będzie musiała stoczyć walkę o swe życie podczas gdy jej pomocnice podkulą ogon widząc, że sprawy wymykają się spod kontroli.


   Szkoła czarownic to przede wszystkim dobra okazja by przypomnieć sobie o kilku gwiazdkach, które miały krótsze lub dłuższe pięć minut sławy. Uwagę zwraca tu przede wszystkim Fairuza Balk. Aktorka kradnie show w każdej minucie, w której się pojawia. Jej Nancy początkowo bawi widza swym mrocznym sposobem bycia, a kiedy trzeba po mistrzowsku przemienia się w totalnie nieprzewidywalną wariatkę, od której trudno oderwać wzrok. Sarah, bardzo dobrze zagrana przez Robin Tunney, nie ma tej siły przyciągania, acz nie ma problemów by widz się z nią utożsamił. Pomaga jej w tym bagaż smutnych doświadczeń i zdrowy rozsądek, którego brak pozostałej trójce. Najbardziej znaną z dziewczyn jest zdecydowanie Neve Campbell, tu grająca raczej drugie skrzypce, acz też ma coś do pokazania gdy Bonnie z noszącej się w obwisłych swetrach szarej myszki przemienia się w pewną siebie i swej atrakcyjności kobietę. Nie do końca jestem za to przekonany co do Rachel True, której przypadła do zagrania Rochelle, postać mało wyrazista, a wręcz mdła. Niby można ją było posądzać o jakieś pokłady współczucia, gdy widzimy jej reakcję na pogarszający się stan Laury, a i tak trzyma stronę swych starych kumpelek miast wesprzeć Sarah, gdy ta chce wyperswadować Nancy dalsze czynienie zła.


   Mimo, że motyw czarnoksięstwa jest niezwykle atrakcyjny dla kina grozy, to zazwyczaj zarezerwowany on jest dla produkcji z pogranicza fantasy i baśni. Szkoła czarownic jest po dzień dzisiejszy jedną z najlepszych pozycji traktujących o czarnej magii, choć niewątpliwie największą frajdę z seansu będą miały młodsze przedstawicielki płci pięknej. Dojrzały w bojach widz raczej nie znajdzie tu wiele dla siebie, choć trzeba przyznać, że kilka scen robi naprawdę dobre wrażenie i chociażby dla nich warto sięgnąć po te dość niewinnie zapowiadające się dziełko Andrew Fleminga. Tak czy inaczej - dobra zabawa gwarantowana!

7/10



DVD - POLSKA (Columbia)

obraz - 1.85:1
dźwięk - angielski 5.1, 2.1
napisy - polskie, angielskie, czeskie, węgierskie, hinduskie, hebrajskie, islandzkie
dodatki - brak
czas - 1.36.55 

   

4 komentarze:

  1. Dzięki za przypomnienie o tym filmie. Dawno go nie widziałam i z chęcią zrobię sobie powtórkę z tej produkcji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam. Nawet dwa razy - jakiś czas temu odświeżałam w TV. Masz rację, jeśli chodzi o horrory o czarownicach to jedna z ciekawszych produkcji (może dlatego, że powstało ich tak mało). Lekka, całkowicie strawna, młodzieżowa rozrywka, którą ogląda się jak marzenie - bez strachu, bez szoku, ale i bez nudy. Z filmów o czarownicach w ogóle (biorąc pod uwagę wszystkie gatunki) najlepsze moim zdaniem są "Czarownice z Salem" - chociaż tam to bardziej były urojone wiedźmy;) Jak nie widziałeś to szczerze polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem, dawno temu :) Kiedyś sobie odświeżę.

      Usuń
  3. Pamiętam, widziałem (jak Buffy, również dwa razy). Film się trochę wyróżniał na tle innych. Był taki trochę... niebezpieczny :) Wiesz.. szkoła, wyrzutki, odmieńcy na szkolnych korytarzach.... może to właśnie czarownice? :) Podobał mi się. Duża w tym zasługa dobrze przeprowadzonego castingu.

    OdpowiedzUsuń