środa, 15 sierpnia 2012

POTWÓR / ALIEN LOCKDOWN (2005)

reżyseria - Tim Cox
scenariusz - Ross Helford, T.M. Van Ostrand
obsada - James Marshall, Michelle Goh, John Savage, Martin Kove, Stanislav Dimitrov, Nathan Perez, T.M. Van Ostrand, Atanas Srebrev, David Kallaway, Stanimir Stamatov, Raicho Vasilev
kraj produkcji - USA
źródło - tv (Tv 6)

   Na zlecenie rządu doktor Alan Woodman prowadzi eksperymenty mające na celu stworzenie idealnej maszyny do zabijania. Tej udaje się uciec z laboratorium i zabić prawie wszystkich jego pracowników. Przeżywają tylko Woodman i jego asystent Charlie. Na wezwany przez nich sygnał pomocy odpowiada rząd i wysyła na ratunek tajną grupę operacyjną, której dowodzi Rita Talon.

   O wpływie jakie miał na kino science-fiction OBCY Ridleya Scotta, można by dyskutować długo. Co jakiś czas pojawia się horror s-f naśladujący ponad trzydziestoletni klasyk. Takim tworem jest POTWÓR, który teoretycznie ma wszystko czego potrzeba do uszczęśliwienia fanów Aliena, ale jak to zwykle bywa dobre chęci nie zawsze idą w parze z dobrymi umiejętnościami.
   Fabuła brzmi zachęcająco. Mamy odizolowany od reszty świata kompleks laboratoryjny, szalonego naukowca, grupę komandosów i owoc eksperymentów medycznych, który wyglądem przypomina Predatora. Są więc wszystkie składniki potrzebne do wypieczenia dobrego filmidła. Co nie wyszło?
   Przede wszystkim POTWÓR jest filmem do bólu schematycznym. Z góry można wytypować kto opuści bezpiecznie laboratoria w jednym kawałku. Wiadomo, że komandos oglądający zdjęcie swojej żony i dziecka nie przeżyje tego koszmaru. Potwora niezwykle trudno zranić z nowoczesnej broni, a ginie od najzwyczajniejszego noża.
   Brak tu klimatu, a przecież puste korytarze kompleksu stwarzały ku temu okazję. Zdarzenia toczą się mechanicznie. Bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce i są co jakiś czas atakowani przez kuzyna Predatora. Jego atakom nie towarzyszy strach czy napięcie, co było trudno osiągnąć czyniąc protagonistami zimnokrwistą Azjatkę i safandułowatego informatyka. Jakoś ich los był dla mnie zupełnie obojętny.
   Dobrze przynajmniej, że filmowi od strony technicznej nie można wiele zarzucić. Docenić należy to, że w kreaturę wcielił się żywy aktor, co podbija trochę realizm tej produkcji. Gorzej już z efektami CGI. Małe i głodne potomstwo potwora zrealizowano jeszcze w miarę poprawnie, ale przeloty śmigłowców i eksplozje wypadły bardzo cienko. Dla miłośników mocniejszych scen nie znalazło się tu wiele atrakcji. Krew jest, ale najczęściej jako plama na podłodze otaczająca jeszcze cieplutkie, rozszarpane zwłoki.
   Aktorstwo stoi na dość przyzwoitym poziomie, ale jest bardzo jednowymiarowe. Nie jest to wina aktorów, a schematycznie napisanych ról. John Savage (CARNOSAUR 2, GNIAZDO, BEREAVEMENT) i Martin Kove (OSTATNI DOM PO LEWEJ - 1972, BESTIA Z MOKRADEŁ, SIEDEM MUMII) odgrywają typowe dla siebie postaci, Michelle Goh biega po planie z jedną i tą samą pochmurną miną, a oblicze Jamesa Marshalla (MIASTECZKO TWIN PEAKS) zdaje się pytać: "Hej! Co ja tu robię?".
   POTWÓR nie jest złym filmem, ale denerwowała mnie monotonna akcja i straszna odtwórczość, której ukoronowaniem jest kostium kreatury. Jako film na jeden raz jest w sam raz, ale za dwadzieścia lat nikt o nim nie będzie pamiętał, tak jak o wielu naśladowcach OBCEGO z lat 80-tych.
4/10

PLUSY:
- sprawnie zrealizowany
- aktor w kostiumie

MINUSY:
- nic nowego
- momentami przynudza
- filmowy potwór to niemal kopia Predatora
- przydałoby się trochę klimatu
- nierówne CGI


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza