poniedziałek, 13 sierpnia 2012

GIŃ STWORZE, GIŃ! / DIE, MONSTER, DIE! (1965)

reżyseria - Daniel Haller
scenariusz - Jerry Sohl
obsada - Boris Karloff, Nick Adams, Freda Jackson, Suzan Farmer, Terence de Marney, Patrick Magee, Paul Farrell, Leslie Dwyer
kraj produkcji - Wielka Brytania / USA
źródło - tv (Mgm HD)

   Stephen Reinhart przybywa do Anglii, by odwiedzić swą narzeczoną Susan Witley. Wkrótce odkrywa, że jej ojciec prowadzi badania nad promieniotwórczym kawałkiem meteorytu. Promieniowanie powoduje gigantyczny wzrost plonów, jednakże jest szkodliwe dla ludzi. Przekonują się o tym pokojówka, lokaj i w końcu matka Susan...

   Film zaczyna się jak większość sławnych produkcji Hammera. Bohater zjawia się w małym miasteczku i już na wstępie gdy pyta o drogę do posiadłości Witleyów, jest świadkiem nieprzyjaznego zachowania mieszkańców. Kiedy w końcu dociera na miejsce, ojciec narzeczonej prosi go o jak najszybszy powrót do Ameryki. Wkrótce Stephen odkrywa, co jest przyczyną dziwnego zachowania starca, a wtedy opowieść wkracza na fantastyczne tory i zmienia się w horror science-fiction.
   Muszę przyznać, że z wielką obawą zasiadałem do dzieła studia American International Pictures, gdyż nie każdy klasyk starzeje się godnie, a niektóre z nich nie były dobrymi filmami nawet w momencie powstania (chociażby OCTAMAN, KRZYCZ PÓKI MOŻESZ). Na szczęście GIŃ STWORZE, GIŃ! okazał się być całkiem ciekawym obrazem, również ze względu  na nieoczekiwany przeze mnie zwrot akcji wiążący się z odkryciem sekretu Nahuma Whitleya.  Od samego początku debiutancki film Daniela Hallera przesiąknięty jest klimatem, mami nas nastrojem i  tajemnicą. Całość jest zrealizowana bardzo dobrze. W budowaniu klimatu mają swój udział dobre zdjęcia, scenografia jak i muzyka. Rozwiązanie zagadki działania meteorytu pozwoliło twórcom na zastosowanie całkiem ciekawych efektów specjalnych, które były potrzebne do przedstawienia bujnej roślinności, czy też finałowego monstrum.
   Gwiazdą produkcji, nie ujmując nic Nickowi Adamsowi, jest oczywiście Boris Karloff (FRANKENSTEIN, NARZECZONA FRANKENSTEINA, MUMIA), którego mamy okazję oglądać w normalniejszej niż zwykle roli. Jego postać jest rozdarta pomiędzy chęcią dorównania zmarłemu ojcu, a zapewnieniem bezpieczeństwa rodzinie. Wspomniany Nick Adams (INWAZJA POTWORÓW) wypadł dobrze. Stworzył dynamiczną postać, która zyskuje naszą sympatię. Niestety aktor zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków, trzy lata po premierze filmu, mając zaledwie 36 lat. Partnerująca mu młodziutka Suzan Farmer (DRAKULA: KSIĄŻĘ CIEMNOŚCI) jest urokliwym dodatkiem do obsady.
   GIŃ STWORZE, GIŃ! nie jest zbyt znanym filmem, a zdecydowanie na to zasługuje. Powinni po niego sięgnąć przede wszystkim miłośnicy prozy Lovecrafta, bo przecież scenariusz filmu jest luźno oparty na jego opowiadaniu "Kolor z przestworzy". Polecam go też miłośnikom dobrej klasyki.
7,5/10
  
PLUSY:
- klimat sączy się z ekranu
- ciekawa historia
- dobrze zagrany
- nie nudzi
- efekty specjalne

MINUSY:
- archaiczny styl narracji, którego współczesny widz może nie docenić
- nie wszystkie efekty trzymają poziom

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza