poniedziałek, 9 grudnia 2013

PO IMPREZIE / AFTERPARTY (2013)



reżyseria - Miguel Larraya
scenariusz - Miguel Larraya, Fernando Sancristóbal Zurita
obsada - Lucho Fernández, Alicia Sanz, Rocío León, Ana Caldas, Juan Blanco, Andrea Dueso, David Seijo, Úrsula Corberó, Eva Ugarte, Coté Soler
kraj produkcji - Hiszpania
światowa premiera - 13 września 2013
polska premiera - 6 grudnia 2013 (tv)
źródło - tv (Hbo)

   Carlos, gwiazdor telewizyjnego serialu "Tajemniczy obóz", budzi się po szalonej imprezie w towarzystwie trzech dziewczyn. Wkrótce okazuje się, że dom, w którym spędzili noc jest hermetycznie zamknięty i nie da się z niego wyjść. Na domiar złego młodzi ludzie odbierają telefon, na który zostaje im przesłany przekaz na żywo z jednego z pomieszczeń w domu. Na przerażającym filmiku widać jedną z imprezowiczek torturowaną przez tajemniczego mordercę, wyglądającego dokładnie tak samo jak psychopata z serialu, w którym gra Carlos. Aktor wraz ze swymi fankami próbują wydostać się ze śmiertelnej pułapki.



   Hiszpański slasher będący pełnometrażowym debiutem Miguela Larrayi porównywany jest przez krytyków ze słynnym Krzykiem Wesa Cravena. Moim zdaniem jest to spore nadużycie. Mamy tu co prawda zamaskowanego mordercę polującego na młodych ludzi i kilka fabularnych twistów każących nam zweryfikować pogląd na to, co oglądamy na ekranie, ale zupełny brak komediowych wtrętów, czy wręcz klasycznie poprowadzony wątek pogoni i ucieczki przed psychopatą nie czynią z filmu Larrayi dzieła mogącego wnieść świeży powiew do wymarłego i zepchniętego do niezależnego podziemia podgatunku, który święcił triumfy po sukcesie trylogii Cravena. Wręcz można odnieść wrażenie, że wszystko jest tu tak obmyślane, by jak najbardziej zaskoczyć widza, w wyniku czego PO IMPREZIE zmienia się z satyry na telewizyjne sezonowe gwiazdki, na standardowy slasher, by w końcu przekształcić się w kino zemsty.


   Film Larrayi, choć ogląda się go całkiem dobrze, nie ustrzegł się kilku poważnych błędów. Przede wszystkim sceny, którym powinno towarzyszyć napięcie, są go całkowicie pozbawione. Dlaczego? Po pierwsze - brak tu jakichś sympatycznych postaci, z którymi identyfikowałby się widz. Główny bohater ze swadą korzysta ze swego gwiazdorskiego statusu zaliczając panienki jedna za drugą, a trzy uwięzione z nim nieletnie dziewczyny albo się już z nim przespały albo bardzo o tym marzą. Najbliższy definicji everymana, który mógłby zaskarbić sympatię widza gdyby nie był zepchnięty na dalszy plan, jest Nacho mający też pecha być zamkniętym w rezydencji z resztą bohaterów. Początkowo nawet to on wydaje się być głównym podejrzanym o popełniane zbrodnie, ale jak już pisałem twórcy filmu umieścili tu kilka fabularnych twistów i tak naprawdę sami nie wiemy czego możemy oczekiwać od dalszego przebiegu fabuły. Zdajemy się na wyobraźnię scenarzystów. Jest to zresztą drugi powód, przez który nie udało się wytworzyć napięcia. Już pierwsze oglądane przez nas sceny są wzięte w nawias, to też przez cały seans nie opuszcza nas uczucie, że to nie koniec fabularnych atrakcji. I tak jest w istocie. Mniej więcej w połowie seansu sprawy przybierają całkiem inny obrót, a dalsze pisanie o treści filmu mija się z celem, gdyż spodziewane niespodzianki mogą jednak zaskoczyć co mniej obeznanego z gatunkiem widza, a tego nie chcę zepsuć. 


   Przejdę więc do cech filmu, które powinny charakteryzować dobry horror. Tych jest tu niestety niewiele. Łatwiej jest mi wymienić cechy, które można znaleźć w niemal każdym slasherze. Tak więc protagoniści zamiast współpracować biegają po domu bez ładu i składu chętnie się rozdzielając. Tym samym mordercy bardzo łatwo wyłapywać kolejne ofiary i robić z nich krwawą miazgę. Problem w tym, że wszystko to musimy sobie wyobrażać, gdyż tak naprawdę krwi w tym filmie za grosz. I znowu w normalnym przypadku można by to uznać za wadę obrazu, gdyby nie to, że ma to swoje uzasadnienie w pokręconej fabule. Gdy ta nabiera ostatecznych kształtów w końcu dane jest nam zobaczyć kilka morderstw bez kamery uciekającej na boki. Pochwalić należy wygląd mordercy, a dokładniej jego maskę, która robi odpowiednie wrażenie i wprowadza trochę grozy do tego czysto rozrywkowego filmu. Jako taki klimat udaje się uzyskać dzięki ogromnej rezydencji, w której zamknięci są bohaterowie. Gdy gasną światła, łatwo się w niej zgubić, tyle w niej pomieszczeń i korytarzy. Ja miałem duże problemy z orientacją, w którym miejscu znajdują się bohaterowie i dokąd zmierzają, ale im widocznie starczyła zakrapiana alkoholem noc, by poznać dokładnie rozkład budynku. Ja na tej imprezie nie byłem.


   PO IMPREZIE nie jest żadnym kamieniem milowym w historii gatunku, choć pewnie chcieliby tego jego twórcy. To dość znośny porządnie zrealizowany slasher, z całkiem dobrze zagranymi rolami i nic poza tym. I do jednokrotnego użytku, gdyż opieranie fabuły filmu na fabularnych twistach nie zawsze kończy się dobrze, a w tym przypadku obraz Larrayi nie ma oprócz nich za wiele do zaoferowania. 
5,5/10
  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza