piątek, 20 grudnia 2013

KRWAWE RANCZO / RAPTOR RANCH (2013)



reżyseria - Michael Beberashvili, Dan Bishop
scenariusz - Dan Bishop, Shlomo May-Zur
obsada - Jana Mashonee, Lorenzo Lamas, Cole Brown, Donny Boaz, Cody Vaughan, Alexandra Hulme, Kimberly Matula, Rowdy Arroyo, Marcus M. Mauldin, Declan Joyce, Carrie Newell, Jack Gould
kraj produkcji - Rosja / USA
światowa premiera - marzec 2013
polska premiera - 16 grudnia 2013 (tv)
źródło - tv (Tv Puls)

    W niewielkim miasteczku w Teksasie podstarzały naukowiec ożywia na swojej farmie kilka gatunków prehistorycznych stworzeń. Nie jest jednak skłonny ogłosić swego osiągnięcia światu i trzyma gady w zamknięciu karmiąc je sztukami bydła i znalezionymi przy drodze truchłami zwierząt. Niestety staruszek podupada na zdrowiu, co uniemożliwia mu nakarmienie swych pociech, które wygłodzone zostają przez przypadek wypuszczone na wolność i zaczynają polowanie na mieszkańców miasteczka. Czy ktoś zdoła pokonać rozszalałe bestie zanim populacja Fossil Ridge spadnie do zera?



   Zawsze z otwartymi ramionami witam produkcje o dinozaurach, zwłaszcza te podchodzące pod mój ulubiony gatunek filmowy. Niestety ostatnio mam do czynienia z samymi niewypałami, do których należy też najnowszy horror z prehistorycznymi gadami - KRWAWE RANCZO. A mogło być całkiem dobrze, bo efekty specjalne momentami przewyższają większość realizowanych dla telewizji monster movies. Dinozaury wyglądają w większości ujęć całkiem ładnie i dość szczegółowo, a co najważniejsze - nie poprzestano tylko i wyłącznie na wszędobylskim CGI, które choć jest całkiem dobre, to jednak nigdy nie zastąpi efektów praktycznych. A te są naprawdę przyzwoite i posłużyły do stworzenia modelu bardzo naturalnie wyglądającej  paszczy dinozaura, która pojawia się w kilku ujęciach po to by schwytać którąś z ofiar lub pozbawić kogoś głowy. I niestety na tym kończą się plusy dotyczące efektów, bo jest tu też sporo scen, w których gady poruszają się nienaturalnie, a i ich wygląd pozostawia sporo do życzenia. Mam tu zwłaszcza na myśli parę verociraptorów, bo te większe gady wypadają zadowalająco. Wygląda to tak jakby za poszczególne gatunki stworzeń odpowiedzialne były inne ekipy od efektów i psuje to całościowy pogląd na temat jakości pracy grafików odpowiedzialnych za powstanie cyfrowych dinozaurów.


   Niewiele dobrego można powiedzieć za to na temat fabuły KRWAWEGO RANCZA i postaci, którym powinniśmy kibicować w walce o życie. Niemal wszyscy bohaterowie filmu są niesympatyczni lub pozbawieni rozumu, przez co ich zmaganiom z dinozaurami nie towarzyszy nawet krztyna napięcia. Weźmy na ten przykład sposób w jaki gady zostają wypuszczone na wolność. Jeden z bohaterów, obleśny typ zwany przez kolegów "Bestią", przy otwierającej wrota dźwigni spostrzega napis 'doors', na którego widok stwierdza, że też ich uwielbia i... tak, tak. Rusza wajchą przyczyniając się do ataku jurajskich stworzeń na miasteczko i dostępując zaszczytu zostania ich pierwszą ofiarą. Dalej jest jeszcze gorzej. Inna postać, członkini objazdowego tria wokalnego, ukrywa się w miejscowym sklepie i nie wiedzieć czemu otwiera tylne drzwi, przy których siada z wędką w ręku próbując coś złapać. No i owszem, jak się zapewne domyślacie, do sklepu wpada velociraptor, który nie chce być jej trofeum. Kosmicznych niedorzeczności jest tu nieskończenie wiele, że wspomnę jeszcze o problemie ze słuchem, który dotyczy wszystkich postaci. Te nie są w stanie zlokalizować źródła zagrożenie nawet wtedy, gdy kilkutonowa bestia kroczy kilkadziesiąt metrów od nich, robiąc sporo hałasu i zapewne wywołując burzę w szklance wody.


   Logiki brak, ale też płynność narracji jest tu mocno zaniedbana. Momentami można się pogubić, którą grupę bohaterów oglądamy w danej chwili. W pierwszej połowie filmu mamy bowiem możliwość zapoznania się z wszystkimi postaciami, które los zetknie ze sobą na jedynej w mieście stacji benzynowej. Oprócz rdzennej mieszkanki Fossil Ridge, marzącej o karierze wokalnej Abbi, mamy tu bowiem wspomniane muzyczne trio, które tworzą homoseksualny Afroamerykanin, gotka i nimfomanka, trójkę zmierzających do kurortu narciarskiego studentów oraz jako bonus dwójkę badających dziwne zjawiska agentów, którzy prześpią (!) atak dinozaurów w motelowym pokoju. I niby jest wszystko ok, gdyż postaci są zróżnicowane i na swój sposób pokręcone. Problem w tym, że film zmontowany jest bardzo niedbale, gorzej nawet niż w produkcjach studia Asylum. Fabuła przeskakuje z jednej grupy bohaterów, do drugiej i z powrotem... ogólnie panuje tu tak wielki bałagan, że w którymś momencie zaczyna to bardzo męczyć.


   Trudno mi nie kryć rozczarowania tą produkcją, bo kiedy się już doczekałem w miarę przyzwoitych efektów specjalnych, to cała reszta jest zrealizowana poniżej normy typowej dla niskobudżetowych produkcji. Włącznie z aktorstwem, które jest zwyczajnie słabe i sytuacji tej nie ratuje nawet udział Lorenzo Lamasa pojawiającego się w zaledwie kilku statycznych scenach. Jeśli więc oczekujecie od KRWAWEGO RANCZA nowej jakości w temacie krwiożerczych dinozaurów, to możecie się srodze zawieść. Film jest lepszy od Ataku jurajskiego czy Zaginionego lądu, ale jednocześnie przegrywa z nie tak dawno recenzowanym przeze mnie Atakiem dinozaurów. Jedynie efekty zasługują tu na uznanie (pamiętajmy przy tym o budżecie filmu) i kilka krwawych scen, więc jeśli nie jesteście fanami monster movies lepiej omijajcie tę produkcję z daleka.
3,5/10


 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza