sobota, 21 grudnia 2013

ZDERZENIE ZE ŚMIERCIĄ / HIT AND RUN (2009)



reżyseria - Enda McCallion
scenariusz - Diane Doniol-Valcroze, Arthur Flam
obsada - Laura Breckenridge, Kevin Corrigan, Christopher Shand, Megan Anderson, Michael Gell, Nitin Adsul, Eric Zuckerman, Joe Hansard, Lance Lewman
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 13 stycznia 2009
polska premiera - 21 grudnia 2013 (tv)
źródło - dvd (Twentieth Century Fox, UK)

    Studentka Mary wraca samochodem z zakrapianej alkoholem imprezy. W pewnym momencie spostrzega coś leżącego na drodze i próbując ominąć przeszkodę niemal nie powoduje wypadku. Po powrocie do domu odsłuchuje nagraną na sekretarkę wiadomość od matki, która informuje córkę, że wraz z mężem postanowili wyjechać na weekend i wrócą dopiero za kilka dni. Dziewczyna nie kryje swej radości z tego faktu, która mija szybko, gdy z garażu zaczynają docierać do niej tajemnicze odgłosy. Okazuje się, że ich źródłem jest nadziany na zderzak auta półprzytomny mężczyzna. Zszokowana dziewczyna sięga po telefon, by zadzwonić na policję, ale orientuje się, że spożyty przez nią tego wieczoru alkohol może źle wpłynąć na ocenę jej zachowania przez stróżów prawa. Mary próbuje więc jakoś pomóc mężczyźnie, ale gdy ten chwyta ją za nogę, dziewczyna wpada w panikę, chwyta będący pod ręką kij golfowy i dobija nim poszkodowanego. Przerażona konsekwencjami jakie mogą ją dotknąć podejmuje decyzję, której wkrótce bardzo pożałuje.


   Biedna ta nasza bohaterka. Cokolwiek postanowi obraca się przeciwko niej. Po pierwsze i najważniejsze - kieruje pojazdem będąc w stanie nietrzeźwym. Do tego nie jest zbyt skupiona na jeździe podśpiewując słyszaną w radiu piosenkę. Po odkryciu "intruza" w garażu zbyt nerwowo reaguje na jego ruchy zamiast się uspokoić i zawiadomić policję. Zresztą Mary ma kilka okazji by zawiadomić władze o niefortunnym wypadku, ale przybiera tchórzliwą postawę i... postanawia zakopać denata w lesie. Tam chce wykopać dla niego dół, ale zapomniała, że do tego potrzebna jest łopata. Zamiast tego używa frisbee. Następnego dnia postanawia powiedzieć swemu chłopakowi o popełnionej zbrodni, ale że ten nie jest zbyt poważnie podchodzącym do życia młodym człowiekiem, bagatelizuje tę sprawę, a nawet żartuje z sytuacji w której znalazła się dziewczyna. Ta tymczasem próbuje ukryć wgniecenie na zderzaku zastępując je większym. W tym celu udaje się autem w stronę lasu i uderza nim kilka razy w jedno z drzew. Gdy w telewizji widzi wiadomości, a wśród nich tę o zaginionym nauczycielu, na którego czekają zrozpaczona żona i syn, jej rozpacz sięga zenitu. Do tego Mary przypomina sobie, że przecież zawinęła zwłoki mężczyzny w koc, który może doprowadzić do niej policję! Gdy wraca na miejsce zbrodni ze zgrozą odkrywa, że denata nie ma tam gdzie go pochowała. 


   I o ile pierwsza część filmu mocno przypomina Utkwionego Stuarta Gordona, to jego druga połowa jest czystej rasy kinem zemsty przywodzącym na myśl trzeci segment antologii Creepshow 2. Wtedy też mamy do czynienia z prawdziwym horrorem. Okazuje się, że potrącony samochodem nauczyciel nie jest wcale zdrowy na umyśle, to też tym można tłumaczyć jego dość oryginalny, acz konsekwentny sposób na zemstę, a przy tym nie wychodzący poza biblijne "oko za oko". Szaleniec najpierw odgryza dziewczynie kawałek ucha, a potem przywiązuje ją łańcuchami i sznurem świątecznych świecidełek do zderzaka auta i rusza z nietypowym bagażem na nocną przejażdżkę. Po drodze wpada na stację benzynową, gdzie poi Bogu ducha winnego kasjera litrami benzyny powodując jego śmierć. W końcu odwiedza też czekającą na niego dwuosobową rodzinę, ale i tu dopuszcza się potwornej zbrodni. Tymczasem Mary próbuje się wydostać ze śmiertelnej pułapki zanim opętany żądzą zemsty nauczyciel i ją postanowi pozbawić życia.


   Dziwią mnie krążące w sieci, w większości bardzo złe, opinie o filmie Endy McCallion. Powodem dla, których wyreżyserowany przez nią obraz jest mieszany z błotem są przede wszystkim nietrafione decyzje, które podejmuje główna bohaterka. Chyba ktoś zapomniał, że ZDERZENIE ZE ŚMIERCIĄ miał być horrorem, a nie dramatem psychologicznym o konsekwencjach jazdy po pijaku. Całość jest rozegrana śmiertelnie poważnie, ale mimo tego unosi się tu duch nieskrępowanego szaleństwa każący traktować toczące się na ekranie wydarzenia z lekkim przymrużeniem oka. Bez tego pozytywny odbiór filmu jest raczej niemożliwy, a wytykanie bohaterce błędnych decyzji jest raczej nie na miejscu, bo gdyby nie one nie byłoby czego oglądać. Zresztą fani gatunku są na nie skazani od niepamiętnych czasów. Co by było gdyby filmowi bohaterowie nie skracali jazdy w miejsce przeznaczenia drogą na skróty przez leśne ostępy? Co by było gdyby się nigdy nie rozdzielali, dobijali swych prześladowców i nie grzebali potrąconych przez siebie ofiar wypadku? Większość horrorów nie miałaby racji bytu, a to przecież na tych schematach zbudowane jest kino grozy. Tak jest też z tą produkcją, która mi osobiście przypadła do gustu i nie pozwoliła na choć odrobinę nudy.


   Trzeba tu zwrócić uwagę na stronę techniczną filmu. ZDERZENIE ZE ŚMIERCIĄ zostało nakręcone kamerą cyfrową, co jest aż nadto widoczne i nie jest zbyt przeze mnie lubiane, ale najważniejszą rzeczą jest sposób jej użycia. Mamy tu szereg ujęć filmowanych często z zaskakujących kątów, co niektórych widzów może denerwować, ale mi jak najbardziej przypadło do gustu, bo wprowadza do filmu sporo energii, która ożywia dość powolną narrację w pierwszej części obrazu. Spodobała mi się też muzyka, a zwłaszcza spinająca film piosenka "Rollercoaster", która dobrze oddaje to, czym ZDERZENIE ZE ŚMIERCIĄ jest - szaleńczą jazdą bez trzymanki. Doceniam też kreację Laury Beckendridge, dobrze radzącej sobie z powierzoną jej rolą Mary. Aktorka dobrze oddaje emocje, które szargają graną przez nią bohaterką. Nie miałem problemu by polubić tę postać, choć zdawałem jednocześnie sprawę, że jej zachowanie zasługuje na jak największą naganę. Natomiast całkiem inaczej jest z granym przez Kevina Corrigana nauczycielem. Ten już od początku przerażał będąc jeszcze nabitym na zderzak auta, a nie muszę chyba mówić, że w dalszych partiach filmu to uczucie się jeszcze bardziej pogłębia. Tym bardziej, że tak naprawdę nie wiemy skąd on się wziął w środku nocy na pustej, prowadzącej przez las drodze, a i też nie zostaje nam przedstawiona geneza jego choroby. Jest jeszcze w filmie trzecia ważna postać, chłopak Mary w którego wcielił się Christopher Shand. Rick to typowy lekkoduch, który z jednej strony wydaje się być pełen empatii, po czym zachowuje się jak rasowy dupek. Postać dobrze zagrana, wprowadzająca do filmu nieco czarnego humoru, i którą można polubić pomimo jej wad.


   I tak jest też z wyżej omawianą produkcją. Nie jest to idealny film, parę rzeczy można by w nim poprawić (np. zbyt krótki czas poświęcony zemście nauczyciela), ale najważniejsze że reżyserka wie jak pozyskać uwagę widza i jak dobrze budować napięcie. Przy tym nie poskąpiła kilku bardzo konkretnych scen przemocy takich jak wspomniane odgryzienie ucha, wetknięcie wtyczki w oczodół czy przebicie ofiary nożycami ogrodowymi, co powinno zadowolić widzów spragnionych mocniejszych wrażeń. O ile to, co przytrafia się biednej Mary nie było dla nich dość mocne. Mając w pamięci mnogość złych słów na temat tej produkcji zalecam jednak pewną ostrożność i nie nastawiajcie się do niej zbyt pozytywnie, bo możliwe że to tylko mój spaczony gust filmowy pozwolił mi się bawić na ZDERZENIU ZE ŚMIERCIĄ całkiem dobrze. 
6,5/10

3 komentarze:

  1. Film słabiutki.... Jedynie laseczka OK ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. zna ktos moze te piosenke co zaczyna sie jak ta laska jedzie i konczy sie w momencie jak uderza w drzewo?wie ktos kto to spiewa???

    OdpowiedzUsuń