piątek, 20 września 2013

BLIZNA 3D / SCAR (2007)



reżyseria - Jed Weintrob
scenariusz - Zack Ford
obsada - Angela Bettis, Kirby Bliss Blanton, Ben Cotton, Devon Graye, Al Sapienza, Monika MarLee, Tegan Moss, Brittney Wilson, Bill Baksa, Carey Feehan, Kristin Kowalski, Brandon Jay McLaren, Christopher Titus
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 20 sierpnia 2007
polska premiera - 31 października 2008 (kino)
źródło - dvd (Imperial-Cinepix, PL)

   Joan Burrows wraca do rodzinnego miasteczka, szesnaście lat po tym jak zabiła pracownika kostnicy, Bishopa. Porywał on i torturował młode dziewczęta, a ona miała być jego kolejną ofiarą. Przyjazd kobiety wiąże się z początkiem serii zabójstw, które przypominają te dokonywane przez Bishopa. Gdy zostaje porwana jej siostrzenica, Joan postanawia wytropić mordercę. Niestety wskutek kilku zbiegów okoliczności kobieta staje się główną podejrzaną i zostaje zamknięta w areszcie. Czy znajdzie sposób, by powstrzymać mordercę, zanim ten zabije jej kuzynkę?



   Oglądając film Jeda Weintroba nie trudno jest zauważyć, że powstał on na fali popularności nurtu torture porn rozsławionego przez kolejne części PIŁY i HOSTELA. Jego fabuła opiera się bowiem o działania szaleńca, który przetrzymywane przez siebie ofiary torturuje używając różnych narzędzi chirurgicznych, co bardzo dokładnie pokazane jest na ekranie. Pewną nowością miał być zapewne fakt, że BLIZNA w momencie premiery była jednym z pierwszych horrorów nowej ery, który trafił do kin w wersji trójwymiarowej. Z punktu widzenia współczesnego widza nie jest to jednak zaletą, gdyż film w zderzeniu z nowszymi produkcjami wypada pod tym względem dość słabo. Gorzej, że i jako straszak nie spełnia swego zadania oferując słabo generowane klimat i napięcie. A to, co miało być atrakcją filmu, czyli mordy w 3D... tego praktycznie nie ma!


   Zacznijmy od fabuły, która skupia się na powracającej do miasteczka bohaterce i ponownej aktywności mordercy, rzekomo zabitego przez nią wiele lat temu. Dlaczego piszę rzekomo? Konstrukcja scenariusza jest taka, że akcja dziejąca się współcześnie przerywana jest retrospekcjami pokazującymi jak to Joan z przyjaciółką zostały uwięzione przez Bishopa. Cały przebieg tego zajścia jest czytelny dopiero pod koniec filmu, tuż przed właściwym finałem. I wtedy dopiero dowiadujemy się w jaki sposób Joan udało się przeżyć koszmar sprzed lat. Problem w tym, że ucieczka dziewczyny to jeden z niewielu momentów, które lekko podnoszą napięcie, tak jak i w sumie przewidywalny finał historii. Nagromadzenie atrakcji w końcowych minutach filmu powoduje jednak to, że niewiele materiału zostało na resztę taśmy. Powiem wręcz, że jest cholernie nudno.


   Otóż morderca dobiera swe ofiary spośród znajomych siostrzenicy Joan. I dobrze, bo możemy w tym przypadku liczyć na kilka trupów, które powinny uatrakcyjnić seans. Niestety pojawia się tu pewien zgrzyt. Jeśli oglądamy horror w trójwymiarze, to chcemy zobaczyć fajne sceny mordów w 3D. Wydaje się to chyba jasne. Tymczasem wszystkie zabójstwa rozgrywają się poza kadrem. Tym samym trójwymiar nie jest żadną atrakcją, bo co nam po głębi obrazu skoro taką możemy zobaczyć w każdym filmie zrealizowanym w tej technologii. Także fani kina gore poczują się rozczarowani, bo nie ma nic gorszego w horrorze jak rezygnacja z pokazywania scen śmierci. Finałowe sceny filmu trochę ratują sytuację, bo w końcu możemy przekonać się na własne oczy jak można kaleczyć ludzkie ciało, ale gdy już pojawiają się napisy końcowe pojawia się dojmujące uczucie niedosytu.


   Nie zachwyca również morderca, który nie nosi żadnego przebrania, chyba że za takowe uznamy przykrywający jego głowę czarny beret. Mowa oczywiście o Bishopie, gdyż tożsamość psychopaty grasującego po miasteczku współcześnie nie jest nam znana, a przynajmniej tak życzyliby sobie twórcy BLIZNY. Tymczasem widz raczej szybko rozszyfruje mordercę pomimo starań scenarzysty, by nasze podejrzenia padały na Joan, którą zagrała znana z pokręconych ról Angela Bettis. Tu raczej nikt nie będzie miał wątpliwości, że kobieta nie jest sprawczynią porwań, choć te zaczęły się równo z jej przyjazdem. Ja nie byłem tylko pewien, czy Joan rzeczywiście załatwiła Bishopa. Tak jak pisałem wyżej, odpowiedź na to pytanie przychodzi pod koniec filmu, ale w trakcie seansu cały czas miałem w głowie rezerwowego kandydata na następcę Bishopa.


   Strona techniczna BLIZNY wygląda bardzo tanio, gorzej niż w niektórych filmach kręconych dla SyFy. Przyczyną tego jest użycie kamery cyfrowej i to chyba jednej z tych tańszych. Zdjęcia często są prześwietlone, kolorystyka bardzo uboga, a cały seans przypomina odcinek jakiejś telenoweli. Tym bardziej, że obsada też jakby się urwała z jakiegoś kilkusetodcinkowego tasiemca i poza Angelą Bettis nie ma tu na kogo popatrzeć. I nie ma też na co, bo BLIZNA to naprawdę bardzo przeciętny film, który nigdy nie powinien był trafić na polskie ekrany. Jest to propozycja przede wszystkim dla niewybrednych i cierpliwych miłośników kina gore. Widzom szukającym ciekawych historii i krztyny oryginalności nie polecam.
4/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza