wtorek, 25 sierpnia 2015

AREA 407 aka TAPE 407 (2012)



reżyseria - Dale Fabrigar, Everette Wallin
scenariusz - Robert Shepyer
obsada - Abigail Schrader, Samantha Lester, James Lyons, Melanie Lyons, Brendan Patrick Connor, Ken Garcia, Samantha Sloyan, Everette Wallin, Jude Gerard Prest, Savannah Ward
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 27 kwietnia 2012
premiera w Polsce - brak
źródło - dvd (G2 Pictures, UK)

    W sylwestrową noc samolot lecący z Nowego Jorku do Los Angeles wpada w turbulencje, po czym rozbija się na nieznanym terenie. Katastrofę przeżywa siedmioro pasażerów i stewardessa. Wkrótce wszyscy orientują się, że w otaczającej ich ciemności kryje się tajemniczy drapieżnik, który zaczyna na nich polować.


   Utrzymany w stylistyce found footage horror, którego twórcami są mało znani filmowcy, Dale Fabrigar i Everette Wallin. Panowie postanowili odejść od typowych dla fikcyjnych dokumentów zjawisk paranormalnych stawiając naprzeciw bohaterów filmu bliżej niezidentyfikowane zwierzę. I na tym praktycznie kończy się ich pomysłowość, gdyż cała reszta to chaotyczna bieganina w ciemnościach przy akompaniamencie wrzeszczących co nie miara kobiecych postaci, która nie przypadła do gustu zarówno krytykom jak i widzom. Według nich jest to jeden z najgorszych filmów w tym nurcie i nie sposób się z nimi nie zgodzić. Ciekawy pomysł został zupełnie zmarnowany przez nieudolną realizację, wiejącą z ekranu nudę i fatalnie zarysowane postaci. Na to ostatnie znajdzie się co prawda wytłumaczenie, gdyż wszystkie dialogi były improwizowane przez aktorów, ale nie zmienia to faktu, że los większości bohaterów jest nam absolutnie obojętny, a niektórych byśmy sami rzucili na pożarcie dinozaurowi. I mógłbym w tym momencie przepraszać za ten spojler, gdyby nie to, że twórcy sami dali mocno do zrozumienia z czym przyjdzie się zmierzyć rozbitkom pechowego lotu w zwiastunie i na plakacie filmu.


   Area 407 zaczyna się całkiem obiecująco jeśli pominąć fakt, że już od pierwszych minut musimy słuchać strasznie irytującej 15-latki, która wita się z wszystkimi w samolocie i non stop nadaje jak nakręcona swym piskliwym głosikiem. Pech, że to ona trzyma kamerę w trakcie lotu i zagaduje siedzących w pobliżu pasażerów, wypytując ich o różne rzeczy. Jedną z bardziej zdenerwowanych kobiet uspokaja tym, że podróż samolotem jest bezpieczniejsza niż jazda samochodem. Tuż po północy okaże się, że nie dla pasażerów tego lotu. Po charakteryzującej się absolutnym minimalizmem scenie katastrofy widzimy tylną część samolotu i wydobywających się z niej zakrwawionych rozbitków, wśród których jest oczywiście nasza  nastolatka, Trish. Tym razem kamerę trzyma jej siostra, gdyż młode dziewczę jest ranne w ramię, co daje jej okazję do głośnego zawodzenia. Może to właśnie jej jęki zwabiają w pobliże nieznanego drapieżnika, który miast drażniącej uszy Trish wybiera na przekąskę mniej denerwującą stewardessę. Atak zwierzaka zmusza bohaterów do natychmiastowej ucieczki przez kompletne ciemności rozświetlane wyłącznie dzięki lampom z dwóch kamer. Druga z nich należy bowiem do zawodowego fotografa, który nie omieszkał zabrać swego sprzętu i w tę podróż.


   Przez resztę seansu jesteśmy świadkami mało pasjonujących, często nerwowych wymian zdań pomiędzy protagonistami, z rzadka przerywanymi atakami dinozaura. Niski budżet wymusił na twórcach chowanie go przed oczami widzów, to też raz nam mignie jego ogon, tudzież fragment pyska, a innym razem sylwetka. Jedynie w ostatnich sekundach filmu pokaże się on w pełnej krasie. Trudno też tu o jakieś krwawe sceny. Ich nieobecność mają zrekompensować nam umazani czerwoną farbą aktorzy i kilka zwłok walających się wokół zgliszcz samolotu. Co gorsze, doskwiera brak jakiegokolwiek klimatu grozy, a scen potrafiących potrzymać nas w napięciu jest tu jak na lekarstwo. Denerwujące jest też to, w jak nielogiczny sposób potrafią zachować się bohaterowie filmu. Mając np. szansę na ratunek wychodzą z bezpiecznego pomieszczenia, a gdy ten nie nadchodzi zamiast wrócić do środka, biegną w kryjącą krwiożerczą bestię ciemność. Dziwnym jest też to, że najbardziej wredny typ w filmie potrafi w ciągu minuty zmienić się w aniołka i nieść pomoc słabszym. Ot, może grający go aktor nie chciał być kojarzony z kompletnym dupkiem?


   Do listy wad na sumieniu dwójki reżyserów muszę jeszcze dopisać to, że panowie słabo się znają na robieniu filmów w tym stylu (jeśli w ogóle). Kamera w odróżnieniu od innych tego typu horrorów często skupia się nie na tym, co chciałby zobaczyć akurat widz. I tak, gdy rozbitkowie słyszą dobiegające z oddali dziwne dźwięki logicznym wydawałoby się filmowanie przez jedną z postaci przestrzeni kryjącej źródło hałasu. Jednak kamerzystę, nie wiedzieć czemu, w takich momentach bardziej obchodzą reakcje na twarzach towarzyszy niedoli. Oprócz tego nawet fani tej konwencji mogą ponarzekać na przesadnie trzęsącą się kamerę i częstsze niż zazwyczaj zakłócenia obrazu. Niby normalna rzecz w horrorach verite, ale w tym przypadku zdecydowanie z tym przesadzono. Zawroty głowy gwarantowane. Jedną z niewielu udanych rzeczy jest za to dość zaskakujący finał, acz wytrawni widzowie powinni go jednak przewidzieć. W rzadko którym horrorze found footage udaje się bowiem przeżyć wszystkim postaciom.


   W zalewie tanich, często kompletnie amatorskich stylizacji na dokument, Area 407 przez krótki czas mogła się wyróżniać podjętą tematyką, bo na pewno nie jakością. Niestety już kilka miesięcy później miała  premierę brytyjska produkcja Projekt Dinozaur, w której nie dość, że również pojawiły się dinozaury, to w każdym aspekcie przebiła nieudane dzieło Fabrigara i Wallina. Dlatego też jeśli szukacie czegoś w tym stylu, sięgnijcie po tę drugą pozycję. Film Area 407 mogę jedynie zaproponować (bo nie polecić) bezkrytycznym miłośnikom horrorów verite i Parku jurajskiego, którzy oglądają wszystko jak leci.

3/10



WYDANIE DVD (G2 Pictures, UK)
tytuł: Tape 407
czas trwania - 89.51
obraz - 1.78:1
dźwięk - angielski Dolby Digital 5.1, 2.0 
napisy - brak
dodatki - zwiastun


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza