poniedziałek, 11 marca 2013

KRWIOPIJCY: WOJNY WAMPIRÓW / BLOODSUCKERS (2005)



reżyseria - Matthew Hastings
scenariusz - Matthew Hastings
obsada - Joe Lando, Dominic Zamprogna, Natassia Malthe, Leanne Adachi, Aaron Pearl, A.J. Cook, Michael DeLuise, Michael Ironside, David Palffy, Elias Toufexis
kraj produkcji - Kanada
światowa premiera - 8 maja 2005
polska premiera - 7 czerwca 2012 (tv)
źródło - tv (Tv 4)

    Rok 2210. Międzyplanetarne podróże są czymś powszednim jak i wiedza o tym, że kosmos zamieszkują przeróżne gatunki wampirów uprzykrzających życie ludziom. Do walki z nimi powołane zostają grupy dobrze wyszkolonych komandosów. Jedną z nich tworzą kapitan Nicholas Churchill, jego nowy zastępca Damian Underwood, posiadająca parapsychiczne zdolności wampirzyca Quintana oraz nadpobudliwa Rosa i kowboj Roman. Gdy drużyna odbierze ratunkowy sygnał z jednej z kolonii i wyruszy potrzebującym na ratunek, wpadnie w śmiertelną pułapkę. W czasie operacji ginie kapitan oddziału, a głównodowodzącym zostaje Damian, co niezbyt podoba się innym członkom załogi jak i samemu zainteresowanemu. Jednak po odkryciu, że za masowymi napaściami wampirów na ludzkie kolonie może stać człowiek, drużyna musi zapomnieć o wewnętrznych animozjach i pomścić śmierć kapitana.



   Jak na telewizyjną produkcję, bo z taką mamy tu do czynienia, KRWIOPIJCY wypadają całkiem nieźle, choć zawodzą w najważniejszych dla gatunku aspektach. Grozy, napięcia, czy jakiegokolwiek klimatu ze świecą tu szukać. Autorski film Matthew Hastingsa (PRZYNĘTY) to przede wszystkim przygodowe science-fiction, które zasiedlają postaci wyjęte z horroru. Wampiry, bo o nich mowa, zachowują się zupełnie nietuzinkowo i daleko im do krwiopijców wgryzających się w szyje swych ofiar. Wolą dopaść ciepłokrwistego pechowca i rozszarpać go na co smaczniejsze części niczym nieumarli z filmów Romero. Dzięki temu krwi jest tu zdecydowanie więcej niż w większości wampirzych horrorów. 


   Sami krwiopijcy tworzą istny zwierzyniec. Większość z nich nie odbiega zbytnio wyglądem od przyjętych standardów - blada twarz, czerwone oczy i piękny uśmiech. Są tu też jednak tzw. leterfejsi, czyli po prostu wampiry z ludzką skórą przysłaniającą ich paskudne oblicze i jakiś bliżej nieokreślony osobnik, który pojawia się w jednej ze scen i w bardzo małym stopniu przypomina ludzką postać.


   Sama fabuła niczym nie zaskakuje, ale ogląda się KRWIOPIJCÓW całkiem nieźle dopóki nie dochodzi do przydługich dialogów i sprzeczek, których źródłem jest tleniona Azjatka Rose. Szczerze mówiąc, to jedyna członkini drużyny, której życzyłem jak najszybszej śmierci. Tak irytującej postaci już dawno nie widziałem w filmie. Przeciwwagą dla niej jest piękna wampirzyca Quintana, która skupia na sobie uwagę widza zawsze, gdy pojawia się w kadrze. Do męskich bohaterów nie mam większych zastrzeżeń, bo ci robią to, co muszą udowadniając, że nieprzypadkowo znaleźli się wśród najlepszych łowców wampirów w galaktyce.


   W filmie występuje kilku znanych aktorów, wśród których na pewno można wyróżnić udział Michaela Ironside'a w roli arcywampira Muco. Pojawia się też znany z pewnego serialu Joe Lando i A.J. Cook, która zapewne jest przede wszystkim kojarzona z głównej roli w OSZUKAĆ PRZEZNACZENIE 2. O urodzie Natassii Malthe (Quintana) już pisałem, jak i o wnerwiającej Leanne Adachi, której postać albo została kiepsko zagrana albo taka po prostu miała (o zgrozo) być. Akcja filmu skupia się jednakże głównie na zastępcy granym przez Dominica Zamprognę i w sumie nie mam co do jego gry większych zastrzeżeń, bo jego bohater wzbudza sympatię, a to chyba w tym przypadku najważniejsze.


   KRWIOPIJCY: WOJNY WAMPIRÓW to film skierowany do takiego widza, któremu nie straszna jest schematyczna fabuła, momentami kiepskie aktorstwo, czy kiczowate efekty specjalne. Jeśli spełniasz wszystkie wyżej wymienione wymagania, to gwarantuję Ci, że możesz spędzić miło czas przy jednym z lepszych "złych" filmów, które zasilają ramówkę ogólnodostępnych kanałów telewizyjnych. No i to niepowtarzalna szansa na zobaczenie mówiącego glizdo-wampira. Nie wiem do cholery co to było, ale przypominało pacynkę, którą zakłada się na rękę. A zresztą - 


4,5/10


  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza