czwartek, 21 marca 2013

WIOSENNE RYTUAŁY / RITES OF SPRING (2011)



reżyseria - Padraig Reynolds
scenariusz - Padraig Reynolds
obsada - Anessa Ramsey, AJ Bowen, Katherine Randolph, Marco St. John, Sonny Marinelli, Andrew Breland, James Bartz, Shanna Forrestall, Skylar Burke, Sarah Pachelli, Hannah Bryan
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 22 października 2011
polska premiera - 31 sierpnia 2012 (tv)
źródło - tv (Cinemax)

   Rachel ze swoją przyjaciółką zostają porwane z parkingu przez tajemniczego mężczyznę. Obie budzą się związane w jakiejś stodole nie wiedząc, że są częścią rytuału mającego zapewnić obfite plony okolicznym farmerom. Tymczasem trójka porywaczy porywa córkę wpływowego biznesmena. Dziewczynkę wywożą ją do opuszczonej szkoły, gdzie mają czekać na okup, który ma przywieźć brat jednego z kidnaperów. Wkrótce  wraz z okupem zjawia się też ojciec ofiary, a także sama Rachel, której udało się wydostać z niewoli. Niestety nie przybyła tu sama...



   WIOSENNE RYTUAŁY jest filmem, którego fabuła zbudowana jest z dobrze znanych miłośnikom grozy elementów, acz sprawnie wykorzystanych. Mamy tu istną mieszankę gatunkową. Z jednej strony jest to opowieść o porywaczach, którzy chcą polepszyć w łatwy sposób swój byt, a z drugiej mamy tu do czynienia z horrorem o tajemniczym zabójcy dzierżącym sierp w ręku. Jednak i tu wydarzenia rozgrywające się w stodole początkowo przypominają kino torture porn, by w końcu zamienić się w czystej krwi slasher. Reżyser sprawnie przeskakuje po wątkach, by w końcu je połączyć w motyw ucieczki przed żądną krwi kreaturą. Oczywiście nie wszystkim dane będzie przeżyć do napisów końcowych i muszę przyznać, że film oferuje w tym względzie kilka niespodzianek.


   Na najważniejsze pytanie, które pojawia się na początku seansu, czyli powód dla którego rokrocznie porywane są dziewczyny do rytualnych celów, odpowiedź wydaje się jasna acz w sumie nie wiemy jak śmierć przypadkowych ofiar (najlepiej dziewic) ma się przysłużyć dobrym zbiorom. Także tożsamość oprawcy nie zostaje nam wyjaśniona. Jakie jest jego pochodzenie, jakie są jego relacje z porywającym dziewczyny mężczyzną, skąd jego koszmarny wygląd i w jaki sposób użyźnia on pobliskie pola i dlaczego wymaga to składania ofiar z dziewic? Na te pytania nie dostajemy odpowiedzi, co wzmaga tylko nastrój tajemnicy trwający podczas całego, dość krótkiego seansu.
 

   WIOSENNE RYTUAŁY trwają niewiele ponad 70 minut i trzeba przyznać, że brak tu jakichś znaczących spowolnień fabuły, pomimo tego że właściwa akcja, czyli zetknięcie Rachel (i kreatury) z porywaczami, ma miejsce dopiero w trzecim akcie filmu. Wtedy też nie ma praktycznie chwili na oddech, a ofiary giną jedna za drugą tracąc różne części ciała. I mimo, że część mordów rozgrywa się poza ekranem, to umiejętny montaż nie pozostawił dużo miejsca na wyobraźnię. Sam antagonista wygląda całkiem przerażająco, a i wbrew tradycyjnym regułom slashera porusza się szybko, co mocno wzmaga napięcie nie opuszczające nas do samych napisów końcowych. Podobała mi się też oszczędna, ale sugestywna sceneria (willa, stodoła, opuszczona szkoła), a już mam kompletną słabość do pól kukurydzianych. I najlepiej gdy ofiara musi się przez nie przedzierać, by uciec przed oprawcą, co ma i tu miejsce.


   Aktorsko film nie powala. Najbardziej mógłbym się przyczepić do odtwórców ról męskich, których gra jest mało wyrazista, a też mają oni problem z pokazaniem przerażenia. Mimo wszystko AJ Bowen wzbudza sympatię, bo też jego bohater wydaje się wplątany w działania, które robi z konieczności. Dobrze sprawy mają się za to z żeńską obsadą. Grająca Rachel Anessa Ramsey nie ma trudności z pokazywaniem emocji i mimo, że jej rola praktycznie sprowadza się do uciekania, krzyczenia i płaczu, robi to w sposób zawodowy. Warto też zwrócić uwagę na Katherine Randolph w roli porywaczki Amy. Jest to już bardziej złożona postać i choć nie gra pierwszych skrzypiec, to zdecydowanie przykuwa wzrok. Uwielbiam scenę z Amy pokazującą swe przerażenie, gdy morderca rozwala drewniane drzwi, które miały chronić ją przed jego atakiem. Takie małe coś, a cieszy.


   Oczywiście największą przyjemność z oglądania autorskiego filmu Padraiga Reynoldsa będą mieli Ci, którzy nie będą wymagali od niego zbyt wiele. Jest to bowiem solidny, całkiem dobrze zrealizowany niezależny horror, który mimo podobieństw do innych pozycji sprawia niemałą satysfakcję. Pozbawiony jednak większej oryginalności może co poniektórych widzów zmęczyć, a i mogą być oni rozczarowani dość krótkim występem antagonisty. Ja jestem tym dziełkiem pozytywnie zaskoczony i mimo, że polscy internauci zdążyli już je mocno skrytykować, to radzę nie przejmować się ich opiniami i dać WIOSENNYM RYTUAŁOM szansę.
6/10


   

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza