piątek, 22 listopada 2013

IGŁA / NEEDLE (2010)



reżyseria - John V. Soto
scenariusz - John V. Soto, Anthony Egan
obsada - Michael Dorman, Travis Fimmel, Tahyna Tozzi, Nathaniel Buzolic, Jane Badler, Jessica Marais, Chanel Marriott, Trilby Glover, Murray Bartlett, Khan Chittenden, Luke Carroll, Ben Mendelsohn
kraj produkcji - Australia
światowa premiera - 9 października 2010
polska premiera - 15 października 2013 (tv)
źródło - tv (Viva)

   Ben Rutherford, student archeologii, dziedziczy po swoim ojcu osiemnastowieczną skrzynkę zwaną "Le Vaudo Mort". Niepewien funkcji jaką mógłby spełniać ten przedmiot, pokazuje go swoim przyjaciołom. Wkrótce skrzyneczka znika, a jego znajomi zaczynają ginąć w tajemniczych wypadkach. Ben podejrzewa, że za wszystkim stoi osoba, która ukradła mu "Le Vaudo Mort" i która poznała sposób działania artefaktu będącego w istocie narzędziem zemsty. Tożsamość zabójcy pomaga mu odkryć dawno niewidziany brat, który właśnie zaczął pracę w policji jako fotograf kryminalistyczny.



   Australijski horror Johna V. Soto to dość rzadki ostatnio okaz podejmujący tematykę voodoo. Jak przystało na współczesne czasy, nie uświadczymy tu żadnych modłów wykonywanych przez kapłanów tej religii, a zamiast tego przedstawiono nam historię przedmiotu, który pełni niemal tę samą funkcję jaką spełniały niesławne laleczki we wcześniejszych filmach grozy. Jest jedna zasadnicza różnica - przedmiotu użyć może każdy. Wystarczy włożyć zdjęcie znienawidzonej przez siebie osoby do slajdu, umieścić go w skrzynce, przekręcić kluczyk uruchamiający mechanizm, dzięki któremu powstaje woskowa podobizna ofiary, a wtedy już nic nie stoi na przeszkodzie, by w pomysłowy sposób dokonać aktu zemsty. Morderca z IGŁY nie ma żadnych skrupułów i bardzo efektywnie korzysta z możliwości jakie daje mu zabójczy artefakt. Ofiary giną w okrutny sposób i choć część z zabójstw rozgrywa się poza ekranem, to nie oszczędzono nam widoku okaleczonych zwłok. Fani gore powinni być usatysfakcjonowani jedną sceną, w której jeden z przyjaciół Bena zostaje rozczłonkowany na kilka części. Twórcy w tym przypadku poszli na całość pokazując jak mężczyźnie łamią się kończyny zgodnie z tym, co robi morderca ze stworzoną na  podobieństwo ofiary woskową laleczką.


   Muszę przyznać, że ogólny koncept filmu jest bardzo dobry. Tym bardziej jeśli lubimy fabuły w stylu "Kto zabił?" (whodunit). Praktycznie wszyscy są tu podejrzani oprócz Bena i jego brata, gdyż to oni są centralnymi postaciami filmu i często widzimy ich w akcji podczas gdy tajemniczy zabójca dokonuje swej krwawej zemsty. Identyfikację mordercy utrudnia fakt, że na wzór filmów giallo przywdziewa on czarne rękawiczki, to też jego płeć do samego finału nie jest nam znana. Pozostaje nam typować kogoś z kręgu przyjaciół Bena lub seksowną nauczycielkę, która stała się ofiarą jego niewybrednego żartu. Problem w tym, że poza dwójką braci nie mamy szansy na dokładniejsze poznanie reszty postaci. Stanowią one jedynie tło dla relacji łączących parę mężczyzn, a te są dość skomplikowane. Ben zarzuca Marcusowi, że przez długi okres nie dawał znaków życia i nie zjawił się nawet na pogrzebie ojca. Czas jednak pokaże, że więzi rodzinne są niezniszczalne, a dawne niesnaski pójdą szybko w niepamięć w obliczu śmiertelnego zagrożenia.


   IGŁA, choć nie jest zbyt znanym filmem, pod względem technicznym prezentuje się zaskakująco dobrze. Wszystko jest tu na miejscu. Uwagę zwracają dopracowane zdjęcia, intrygująca muzyka jak i udana charakteryzacja. Pochwalić też muszę aktorstwo. Wcielający się w Bena Michael Dorman dobrze sprawdza się jako główny bohater filmu, który ma za zadanie zjednać sympatię widza. To samo można powiedzieć o Travisie Hammelu, który zagrał Marcusa. W tym przypadku jest to rola dość niejednoznaczna, gdyż postać ta nosi w sobie jakieś ziarnko tajemnicy, a trzeba też przyznać, że została zagrana energicznie, co wprowadza dużo napięcia do relacji łączących braci. Reszta aktorów solidnie wykonała swą pracę, acz jak już wspomniałem, nie mieli dużo do zagrania. Jedno można powiedzieć - wszyscy są piękni i młodzi i z przyjemnością ogląda się ich na ekranie.


   IGŁA na pewno nie jest filmem, który ma na celu wystraszenie widza, to też zwolenników prawdziwej grozy może rozczarować. Jego siłą jest przede wszystkim zagadka tożsamości mordercy i jego działania, które wprowadzają do filmu sporo napięcia. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do serii filmów Oszukać przeznaczenie, swego losu ofiary zmienić nie mają szansy i mogą jedynie liczyć na to, że bracia Rutherford złapią mordercę zanim ten wybije wszystkich co do jednego. Jeśli macie ochotę spędzić kilka chwil z całkiem nieźle zrobionym horrorem, który jest mieszanką supernaturalnego slashera i motywu whodunit, to myślę że IGŁA może być dla Was całkiem dobrą propozycją.
6/10


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza