wtorek, 23 września 2014

GORZKA UCZTA / BITTER FEAST (2010)



reżyseria - Joe Maggio
scenariusz - Joe Maggio
obsada - James Le Gros, Joshua Leonard, Amy Seimetz, Larry Fessenden, Megan Hilty, John Speredakos, Mario Batali, Tobias Campbell, Owen Campbell, Lisa Golub
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 18 czerwca 2010
polska premiera - 13 września 2013 (tv)
źródło - tv (Cinemax)

   Peter Grey to odnoszący sukcesy kucharz. Oprócz pracy w restauracji prowadzi też telewizyjny program, dzięki któremu stał się medialną gwiazdą. Niestety jest człowiekiem trudnym we współpracy, co odczuwają też widzowie kulinarnego show, którego spadająca oglądalność nie cieszy właścicieli stacji. Nadchodzi ten dzień, gdy program wypada z ramówki na przyszły sezon. Jakby tego było mało wpływowy bloger JT Franks pisze złośliwy artykuł na temat Greya, który skutkuje zwolnieniem go z pracy w restauracji. Rozgoryczony kucharz postanawia zemścić się na pismaku.



   Na pierwszy rzut oka GORZKA UCZTA to kolejny już film wpisujący się w nurt kina torture porn, ale widzów oczekujących od obrazu Joe'a Maggio przynależnych temu nurtowi atrakcji muszę już na wstępie przestrzec. Makabry tu mało, skręcających się od bólu ofiar również, a cała fabuła filmu ogranicza się w zasadzie do rozgrywki pomiędzy zadufanym w sobie Greyem i wściekłym na cały świat Franksem. Scenariusz jest bowiem rozpisany na dwie silne osobowości, co może przyniosłoby dobry efekt gdyby nie to, że są to postaci które w żadnym wypadku nie mają nawet najmniejszych szans na zyskanie sympatii w oczach widza. Powoduje to, że trudno się wczuć w sytuację zarówno pozostawionego bez pracy maestra kuchni jak i złośliwego blogera przeżywającego niedawną śmierć swojej córki. Obaj panowie uważają, że mają dostateczne powody, by uprzykrzać czy wręcz niszczyć życie innych.


   Frank będąc autorem wpływowego bloga robi to czego, jak sądzi, oczekują od niego czytelnicy. Wielką przyjemność sprawia mu pisanie zgryźliwych, często niesprawiedliwych opinii o odwiedzanych przez niego restauracjach. Przy czym w ogóle się nie zastanawia nad konsekwencjami swoich działań, które niejeden kulinarny przybytek zaprowadziły zapewne na skraj bankructwa. Z kolei Peter Grey to zarozumiały, pewny swej wyjątkowości kucharski celebryta, który ma jeden problem. Nie potrafi pracować z ludźmi. Co więcej wszelkie próby ożywienia jego kulinarnego show poprzez przydzielenie mu mającej rozbawiać publiczność partnerki nie zdają egzaminu z racji tego, że Grey jest całkowicie pozbawionym poczucia humoru gburem uważającym, że gotowanie to forma sztuki i nie ma w nim miejsca na kabaret. I też nie sposób się dziwić, że bardzo do siebie przyjmuje słowa krytyki puszczone w świat przez Franksa. Tak bardzo, że postanawia go porwać i więzić w położonej na kompletnym odludziu chacie.


   I tu zaczyna się zabawa, bo raczej nie przyzwyczajeni jesteśmy do tego, by w napięciu trzymały nas sceny smażenia jajka czy steku, a do tego jest zmuszany przez Greya Franks. Ma dobrze ugotować potrawy, które tak dotkliwie skrytykował w swoich recenzjach i tylko wtedy będzie mógł się posilić. A że Franksowi lepiej wychodzi pisanie niż gotowanie, to po jakimś czasie zaczyna przymierać z głodu. Ale czy nas to rusza? Raczej nie. Wszelkie próby wydostania się Franksa z niewoli niezbyt nas obchodzą jak i to, kto z tej rozgrywki wyjdzie cało. Co prawda obie postaci mają jakieś tam cechy, które mogą w małym stopniu wzbudzić współczucie (Franks) czy szacunek (Grey), ale to za mało byśmy z nimi sympatyzowali, co z kolei powoduje, że raczej beznamiętnie patrzymy na to, co dzieje się na ekranie. Na pomoc przybywają dwie postaci, które miały zapewne ożywić trochę akcję.


   Pierwszą z nich jest wynajęty przez żonę Franksa prywatny detektyw, który bardzo szybko wpada na trop Grey'a uważając, że miał on dostateczny motyw by zemścić się na mężu klientki. Ciekawy wątek zostaje jednak dość szybko ucięty, gdyż postać ta dzieli jednak los z innymi stróżami prawa, którzy mają jedynie za zadanie wypełnić jakoś akcję filmu, by w wyjątkowo głupi sposób dać się podejść i zginąć. Ratunkiem na to, by widz przejął się losem jakiejkolwiek postaci miało być zapewne uprowadzenie przez Greya żony Franksa, ale i tu Joe Maggio się nie popisał. Katherine Franks zanim staje się celem socjopaty pojawia się w zaledwie jednej krótkiej scenie i to na tyle wcześnie, że zdążymy już o niej zapomnieć nim reżyser i scenarzysta w jednej osobie wyciągnie ją pod koniec filmu z kapelusza niczym magik królika.


   I taka jest ta GORZKA UCZTA. Może nie gorzka, ale na pewno rozczarowująca brakiem jakichś żywszych emocji. Na pewno tym, co zasługuje na uznanie, są kreacje aktorskie występujących w dwóch głównych rolach panów. Zarówno James Le Gros i Joshua Leonard dali z siebie wszystko, by widz znielubił granych przez nich bohaterów nie popadając przy tym w przesadę. I jeśli jest jakiś naprawdę ważny powód, by sięgnąć po ten dość nudnawy i niezbyt emocjonujący film, to właśnie jest nim gra obu aktorów. Reszta jest tylko tłem dla ich pojedynku.

4/10

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza