piątek, 7 czerwca 2013

WIELKA STOPA: KRWAWA ZEMSTA / BIGFOOT (2012)



reżyseria - Bruce Davison
scenariusz - Brian Brinkman, Micho Rutare
obsada - Danny Bonaduce, Barry Williams, Bruce Davison, Sherilyn Fenn, Howard Hesseman, Andre Royo, Alice Cooper, Stephanie Sarreal Park, Cynthia Geary, Noelia Rodriguez, Toan Le, Demetrius Sager
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 30 czerwca 2012
polska premiera - 10 listopada 2012 (tv)
źródło - tv (Tv Puls)

   W małym miasteczku w południowej Dakocie ma się odbyć koncert rockowy, którego organizacją ma się zająć prezenter radiowy Harley Anderson. Przeciwny temu jest jego kolega z lat młodzieńczych, teraz działający na rzecz przyrody. Nie podoba mu się to, że na potrzeby festiwalu wycięto sporą część lasu. W swej złości nie jest osamotniony, bo już wkrótce ekipę Andersona atakuje wielka, człekopodobna bestia.



   Oglądając WIELKĄ STOPĘ miałem nieodparte wrażenie, że już coś podobnego gdzieś widziałem. I nie chodzi wcale o całość fabuły, która niczym się nie różni od typowych przedstawicieli kina animal attack / monster movie. Rzecz w tym, że dwójka wojujących ze sobą przez cały film bohaterów została żywcem wyjęta z innego filmu studia Asylum MEGAPYTON KONTRA GATOROID. Zmieniono tylko ich płeć, ale losy panów, aż do napisów końcowych, są niemal takie same jak bohaterek granych przez zapomniane muzyczne gwiazdki lat 80-tych. W tym przypadku do zagrania głównych ról zaproszono gwiazdy amerykańskich seriali z lat 60/70- tych, których nazwiska przeciętnemu polskiemu widzowi są zapewne obce. Panowie przez cały film się kłócą i są twardzi jak głaz w swych racjach, co dobrze obrazuje ostatnia scena filmu. 


   Jak wspomniałem wcześniej, główna oś fabuły nie zaskoczy nas niczym nowym. Mnie osobiście spodobało się to, że Asylum wreszcie porzuciło myśl o produkcji wielkich starć między potworami na rzecz bardziej kameralnych akcji. Co prawda Wielka Stopa jest naprawdę... wielka i sieje niezłe spustoszenie w miasteczku, ale  brak okrętów podwodnych, myśliwców i innych militarnych maszyn przyjąłem z uczuciem ulgi. I mimo, że w końcowych partiach filmu pojawia się wojskowa kawaleria, to jednak nie dominuje ona obrazu, który koncentruje się głównie na konfrontacji mieszkańców miasteczka ze wściekłą, człekopodobną bestią. 


   Jak na Asylum przystało, szukający w WIELKIEJ STOPIE spektakularnych efektów mogą się srogo zawieść. Owszem, nie brakuje tu spektakularnych akcji, ale ich realizacja odbiega bardzo daleko poziomem od tego, co można oglądać na kinowych ekranach. Tytułowy potwór wygląda lepiej od oceanicznych mega stworów znanych z poprzednich produkcji studia, ale to jedyne co dobrego można powiedzieć o efektach CGI. Rozmiar bestii zmienia się w zależności od ujęcia, jego animacja jest nienaturalna i trudno też coś dobrego powiedzieć o sposobie w jaki wkomponowano ją w otoczenie. Spodziewający się krwawych efektów muszą też obejść się smakiem, gdyż Wielka Stopa zazwyczaj chwyta swą ofiarę i pozbawia jej żywota w nieatrakcyjny sposób. A to dlatego, że obserwujemy to wszystko z dalekiego ujęcia (powtarzanego kilkakroć), w którym złapani przez bestię nieszczęśnicy wyglądają jak wierzgające ze strachu szmaciane lalki. 


   Danny Bonaduce i Barry Williams to nie jedyne znane (?) nazwiska pojawiające się w wyreżyserowanym przez Bruce'a Davisona filmie, który stanął też po drugiej stronie kamery i zagrał szeryfa Walta Hendersona. Partneruje mu Sherilyn Fenn, naturalnie starzejąca się gwiazda serialu TWIN PEAKS, która wnosi do WIELKIEJ STOPY dużo aktorskiego profesjonalizmu. Innym aktorom odgrywanie swych postaci przychodzi z trudem, tak jak i kilku statystom pokazanie przerażenia w scenach ucieczki przed włochatą bestią. Na osłodę na kilka chwil pojawia się Alice Cooper we własnej osobie, którego występ podczas koncertu nie wpłynął dobrze na samopoczucie potwora.


   Jeśli pominąć kiepską realizację WIELKA STOPA okazuje się być całkiem zajmującą ("co oni jeszcze wymyślą") i niewymagającą rozrywką, o ile jesteśmy w stanie przełknąć mnożące się jak grzyby po deszczu debilizmy scenariusza, głupotę bohaterów i ogólnie campowy styl dzieła. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy tu do czynienia z kolejnym wytworem myśli twórczej szefów studia Asylum, który większość widzów wyłączy po kilku minutach.
3,5/10

        

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza