czwartek, 14 maja 2015

A JEDNAK ŻYJE / IT'S ALIVE (1974)



reżyseria - Larry Cohen
scenariusz - Larry Cohen
obsada - John P. Ryan, Sharon Farrell, James Dixon, William Wellman Jr., Shamus Locke, Andrew Duggan, Guy Stockwell, Daniel Holzman, Michael Ansara, Robert Emhardt
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 18 października 1974
źródło - dvd (Warner H.V., USA)

   Będąca w zaawansowanej ciąży Lenore Davis informuje swego męża, Franka, że będzie rodzić. Oboje ruszają do szpitala zostawiając swego jedenastoletniego syna u przyjaciela rodziny, Charley'a. Podczas gdy Frank cierpliwie oczekuje końca porodu, Lenore ma przeczucie, że coś jest nie w porządku. I rzeczywiście. Urodzone przez nią dziecko okazuje się być potworem. Zabija wszystkich lekarzy z sali położniczej i ucieka przez świetlik. Wieść o tym wydarzeniu jak i personalia rodziców morderczego noworodka szybko zostają nagłośnione przez media. Tymczasem policja wpada na trop kolejnych ofiar mutanta.



   Historia kina grozy to istna kopalnia pomysłów na to jak przestraszyć widza. Larry Cohen znalazł na to dobry sposób wykorzystując lęk przyszłych rodziców o nienarodzone jeszcze dziecko. Tak powstał horror A jednak żyje, w którym spełniają się najgorsze sny każdej pary oczekującej przyjścia na świat pięknego i zdrowego bobasa. Tu niemowlę waży ponad pięć kilogramów, ma zdeformowane ciało, zamiast palców szpony, a z buzi (lub raczej gęby) wystają mu ostre jak brzytwa zębiska. Koszmar jak malowany. Nic dziwnego, że film Cohena od razu wzbudził spore zainteresowanie pomimo decyzji studia Warner, by wyświetlać go tylko w jednym kinie. Oficjalnie A jednak żyje ruszyło na podbój kin kilka miesięcy później, ale wciąż widać było pewną opieszałość w należytej promocji filmu. Dopiero na początku 1977 roku Warner postanowił ostro zaatakować nową kampanią, której towarzyszył nowy poster opatrzony bardzo chwytliwym sloganem: "Jest jedna zła rzecz z dzieckiem Davisów... Ono żyje!" Film, po ponad dwóch latach od premiery, osiągnął wtedy swój szczyt popularności przyczyniając się do sukcesu jakim był dla Warnera rekordowy pierwszy kwartał. Cohen dostał wtedy zielone światło na realizację sequela, który ujrzał światło dzienne już w 1978 roku. Trylogię zamknął powstały w 1987 A jednak żyje 3: Wyspa żyjących, kręcony równolegle z Powrotem do miasteczka Salem. Film Cohena doczekał się też remake'u, który był jednym z największych rozczarowań 2008 roku.


   A jednak żyje zaczyna się całkiem niewinnie. Nic nie wskazuje na to, że jeden z najważniejszych dni w życiu szczęśliwego małżeństwa zakończy się koszmarem, jakim są narodziny dziecka-mutanta. Podczas gdy roztrzęsieni rodzice próbują dojść do siebie po krwawej jatce spowodowanej przez ich dziecko, policja nie ustaje w poszukiwaniach małego potwora. Media szybko podchwytują temat wymieniając personalia Davisów, co nie pozostaje bez wpływy na przebieg kariery zawodowej Franka. Dbający o własne interesy szef wysyła go na zaległy trzytygodniowy urlop, nie chcąc by jego firmę reprezentował ojciec krwiożerczego noworodka. Frank próbuje uchronić swego starszego syna przed medialną wrzawą, to też ten dalej pozostaje w gościnie u Charley'a, który stara się go trzymać z dala od środków masowego przekazu. Tymczasem Davis junior podąża w kierunku domu rodziców znacząc swą drogę kolejnymi trupami. Na jego tropie jest grupa pościgowa, do której przyłącza się również Frank. Próbujący wyjaśnić przypadek Davisów lekarze, przyczyny mutacji ich dziecka upatrują w branych przez Lenore tabletkach antykoncepcyjnych. Odpowiedzialna za ich produkcję firma farmaceutyczna zrobi wszystko, by zniszczyć dowód swej niekompetencji. Pewnego wieczoru Frank zauważa, że coś jest nie w porządku z jego żoną, która zachowuje się tak jakby nic się nie stało. Wkrótce dokonuje niespodziewanego odkrycia.


   Pierwszy horror w reżyserskiej karierze Larry'ego Cohena ma już ponad 40 lat na karku, a jednak... ogląda się go całkiem dobrze, co nie zmienia faktu, że mocno się zestarzał. Ten sposób opowiadania historii jak i zastosowane efekty specjalne mogą współczesnego widza wystraszyć bardziej niż sam film. Miłośnicy gatunku również mogą być rozczarowani, gdyż w kwestii horroru nie zaprezentowano nam tu wiele. Sceny zabójstw są pokazane mało atrakcyjnie, krew jest sztuczna, a potworek pojawia się niezbyt często, a jak już to na krótko. To film skierowany raczej dla fanów starych klasyków, którym nie straszne dłużyzny i kiczowate efekty. Tylko oni docenią to w jaki sposób Cohen prowadzi fabułę i jak oszczędnie epatuje widokiem potworka, tak jak to zrobił Spielberg ze swoim rekinem w Szczękach. Za wygląd mutanta odpowiedzialny był sam Rick Baker i choć jego praca przez lwią część filmu jest "ukrywana" przed wzrokiem widza, to i tak fragmenty tego co zdołamy dostrzec, pozwalają nam się tylko domyślać jak okropnie musi wyglądać pociecha Davisów. Baker stworzył tu animatroniczny model niemowlaka, jak i kostium, który założył anonimowy statysta na potrzeby kilku bardziej dynamicznych scen. Tak jak wspomniałem, zbrodnicza działalność potworka demonstrowana jest bardzo oszczędnie. Jego ataki na przypadkowych ludzi pokazywane są przez ułamek sekundy albo wcale i wtedy musimy zadowolić się  jedynie widokiem zakrwawionych zwłok. Pochwalić jednak muszę scenę zabójstwa mleczarza, w której praktycznie nie widzimy nic, a która została zrealizowana na bardzo wysokim, artystycznym wręcz poziomie. 


    To, że film mocno oddziałuje na zmysły widza, jest po części zasługą dobrze napisanej roli ojca. Frank, który z początku nie może pogodzić się z tym, że spłodził mutanta przyjmuje dość kontrowersyjną postawę wyrzekając się syna i życząc mu śmierci. Niemal przez cały film jest przekonany o słuszności swych kroków, ale przyjdzie czas, że będzie musiał zdefiniować na nowo uczucia do swego potomka. Trzeci akt A jednak żyje obfituje w takie momenty, w których widz nie wie za bardzo po czyjej stronie się opowiedzieć. Co począć z niemowlęciem, które kierowane jedynie instynktem przetrwania nie jest w stanie odpowiadać za swoje czyny? Jak byśmy się zachowali na miejscu państwa Davisów? Niby miłość do dziecka jest bezwarunkowa, ale wszystko ma przecież swoje granice. Tak też zaskoczyć może zachowanie Franka, który w końcówce filmu, gdy stanie oko w oko ze swym najgorszym koszmarem podejmie iście dramatyczną decyzję. Czy słuszną? To już musicie osądzić sami. Na pewno to, że A jednak żyje nie jest kolejnym błahym horrorem nastawionym tylko na zszokowanie widza, działa zdecydowanie na jego korzyść. To samo można powiedzieć o parze aktorów, którzy świetnie się spisali grając rodziców mutanta. Zarówno John P. Ryan jak i Sharon Farrell zagrali bardzo autentycznie, przez co jeszcze łatwiej jest się wczuć w ich beznadziejną sytuację.


   Mamy tu więc z pozoru absurdalny pomysł zapowiadający trzeciorzędne B-klasowe dziełko, który mimo że nie miał szans przerodzić się w arcydzieło, to pozostaje znakiem swoich czasów. Czasów, gdy nawet tak poronione fabuły obudowane były sporą dawką psychologii i gdzie główni bohaterowie potrafili bez trudu zjednać sobie sympatię widza nie pindrząc się do kamery. A jednak żyje mogę polecić wszystkim poławiaczom perełek kina grozy z zeszłego wieku. Niech za rekomendację posłuży Wam to, że pomimo swego dojrzałego wieku nie zalecałbym pokazywania filmu Cohena kobietom w ciąży. Po co im dodatkowe nerwy.

7/10




DVD - USA (Warner Home Video, NTSC)

obraz - 1.78:1
dźwięk - angielski, francuski 1.0
napisy - angielskie, francuskie, hiszpańskie
dodatki - komentarz  reżysera, zwiastuny trzech filmów z serii
czas trwania - 90.54

  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza