poniedziałek, 14 października 2013

BESTIA / LOCKJAW: RISE OF THE KULEV SERPENT (2008)



inne tytuły - Carnivorous
reżyseria - Amir Valinia
scenariusz - Jodie Jones, Evan Scott
obsada - DMX, Wes Brown, Louis Herthum, Lauren Fain,Victoria Vodar, Derrick Denicola, Caleb Michaelson, David Pullman, Lisa Arnold, Brendan Aguillard, Abby Rao, Tony Senzamici, Debra Arnott
kraj produkcji - USA
światowa / polska premiera - 9 lipca 2008 (dvd)
źródło - dvd (Epelpol, PL)

    Starożytny kapłan voodoo tworzy magiczne narzędzie, które ożywia wszystko, co zostaje nim narysowane. Wiele lat później mały Alan wykrada je z domu miejscowego znachora i rysuje wielkiego wężo-gatora, który zjada jego ojca - tyrana. Przywołuje w ten sposób monstrum, a ślad po ojcu na zawsze ginie. Kilkadziesiąt lat później żona Alana podczas pielęgnacji ogródka znajduje w ziemi magiczny przedmiot skrzętnie ukryty kiedyś przez jej męża. Chwilę później zostaje śmiertelnie potrącona przez samochód, którym podróżuje piątka młodych ludzi. Ci nieświadomi tego, że kogoś przejechali jadą dalej pozostawiając denatkę w rękach zrozpaczonego Alana. Ten w przypływie złości rysuje znalezionym przy żonie narzędziem monstrum, które połyka wszystkich odpowiedzialnych za jej śmierć. Gdy zorientuje się z potworności swego czynu na cofnięcie klątwy będzie już za późno.



   Wbrew pozorom BESTIA nie jest fabularną wersją Zaczarowanego ołówka, a kolejnym monster movie, w którym nietrudno też dostrzec analogie do dwudziestoletniego wtedy Dyniogłowego. Tu również pogrążony w żalu mężczyzna przywołuje do życia potwora tylko po to, by za jego sprawą zemścić się na winnych śmierci swej żony. O ile jednak kultowe dzieło Stana Winstona reprezentuje solidny poziom kina klasy B, to obraz Amira Valinii plasuje się w niechlubnym gronie filmów, których obejrzenie do końca przychodzi z wielkim trudem. Zrealizowana za przyzwoite jak na niezależne kino pieniądze BESTIA na każdym kroku zaskakuje głupotą scenariusza, drewnianym aktorstwem i słabymi efektami specjalnymi.


   Spójrzmy zresztą na jedną z największych niedorzeczności w fabule, jaką jest moment potrącenia żony Alana. Nie dosyć, że pięciu pasażerów jadącego w środku dnia auta nie jest w stanie dostrzec stojącej przy drodze kobiety, to nie interesują się też zbytnio wypadkiem, który spowodowali i jadą dalej przed siebie. Potem też nie jest lepiej, a bohaterowie popełniają chyba wszystkie możliwe grzechy potwierdzające ich niewysoki iloraz inteligencji. Chociaż, chwila! Dwójka z nich wykazuje się niebywałą umiejętnością dedukcji znajdując w polu czapkę nie rozstającego się z nią kolegi i stwierdzając, że coś złego musiało mu się przytrafić. Potwierdzeniem tego jak bardzo poszczególne postaci przywiązane są do swoich atrybutów jest brat denata - skater, który ciągle taszczy ze sobą deskorolkę. Pewnie po to by pacnąć nią w głowę wężo-gatora. Zupełnie niepotrzebnie, bo przecież na wsi można łatwo zaopatrzyć się w bazookę niezbędną do zabicia potwora.


   Tytułowa bestia to ni mniej ni więcej tylko ogromny wąż z paszczą aligatora wykreowany przy pomocy efektów CGI. Jak wspomniałem wcześniej efekt pracy grafików komputerowych jest słaby, choć prezentuje się ździebko lepiej niż to, co możemy zobaczyć w starszych produkcjach studia Asylum. Potwór pokazywany jest rzadko, a w pełnej krasie pojawia się dopiero w końcowych partiach filmu. Nie zabrakło też kilku krwawych momentów, z których najlepsza jest scena dekapitacji, ale i tak najlepszy z tego wszystkiego jest moment ataku na jedną z bohaterek kiedy to potwór chwyta ją w swe szczęki i rzuca nią w siną dal. Nie zmienia to faktu, że film jest pozbawiony zupełnie klimatu, a o jakimkolwiek napięciu można zapomnieć. Tak jak i o porządnej realizacji, bez której film wygląda niemal na amatorskie dzieło fanów wszelakich monster movies.


   Gwiazdą BESTII jest raper DMX, który występuje w zaledwie kilku scenach, ale nie ma go za co specjalnie pochwalić. Charakterystycznym głosem i z manierą raperskiej gwiazdy recytuje linijki dialogu bez cienia emocji. Przez cały film zastanawiałem się za to skąd znam twarz aktora, który wcielił się w rolę dorosłego Alana. Okazało się, że to znany z dwóch części Ostatniego egzorcyzmu Louis Herthum i spośród całej obsady praktycznie tylko on ma jakiekolwiek pojęcie o grze. Młodsza część ekipy aktorskiej tej umiejętności nie posiadła, przez co jesteśmy zmuszeni słuchać dialogów, które raz że są zwyczajnie głupie, to dwa - brzmią niezwykle sztucznie. Dobrze chociaż, że żeńska część obsady prezentuje się całkiem ładnie i powabnie, to też może choć trochę wynagrodzić czas spędzony z tym tandetnym filmem.


   Najważniejsze jest jednak to, że obraz Amira Valinii trwa niewiele ponad godzinę. Nawet miłośnicy złych filmów mieliby niechybnie trudności z wysiedzeniem na nim gdyby trwał zwyczajowe 90 minut. A tak seans mija bardzo szybko i tym prędzej możemy o nim zapomnieć. Najgorszej oceny nie wystawię, bo spodobał mi się koncept filmu i kilka scen było w nim nawet fajnie pomyślanych, ale wiedzcie, że jest to jeden z najsłabszych monster movies jakie ostatnimi laty widziałem i jeśli nie jesteście fanami takiego kina to lepiej omijajcie BESTIĘ szerokim łukiem.
2/10


POLSKIE WYDANIE DVD (Epelpol)


Panoramiczny OBRAZ (1.78:1) nie prezentuje się najlepiej. Jest mało ostry, ale za to z dobrym poziomem czerni. Kolory często wyglądają nienaturalnie, w tym krew na koszulce jednego z bohaterów. (5/10)
DŹWIĘK pięciokanałowy ze znikomym wykorzystaniem tylnych głośników, z których dochodzą jedynie sztuczne odgłosy otoczenia. (5/10)
Jedynym DODATKIEM jest zwiastun filmu (00.01.44) opatrzony polskimi napisami plus kilkanaście zapowiedzi dystrybutora.
Czas projekcji - 01.17.47
Dźwięk: angielski 5.1, polski lektor 5.1
Napisy: polskie


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza