wtorek, 9 lipca 2013

MANDRAGORA / MANDRAKE (2010)



reżyseria - Tripp Reed
scenariusz - David Ray
obsada - Max Martini, Betsy Russell, Benito Martinez, Jon Mack, Nick Gomez, Wayne Pére, Freddie Joe Farnsworth, Alex Livinalli, Monica Peña, J. LaRose, Wanetah Walmsley, Marcus DeAnda, Sam Medina
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 2010
polska premiera - 9 lipca 2013
źródło - dvd (Lionsgate, UK)

   Nie wiem skąd u mnie tyle cierpliwości pozwalającej na oględziny kolejnych, podobnych do siebie telewizyjnych produkcji, które często okazują się siedliskiem różnego typu błędów i niedoróbek. Z wielką więc radością witam filmy jakością przewyższające większość im podobnych, najczęściej zrealizowanych dla kanału SyFy i potrafiące mnie zaciekawić do samego końca seansu mimo widocznych w ich linii fabularnej schematów. Taka też jest MANDRAGORA będąca połączeniem kina przygodowego z nietypowym monster movie.


   Bohaterem filmu jest najemnik Darren McCall, który wespół  z dwójką naukowców na zlecenie zamożnego kolekcjonera Harry'ego Vargasa, zapuszcza się w głąb leżącej gdzieś w Ameryce Łacińskiej dżungli w celu znalezienia drogocennego sztyletu. Pozostawiony przez przodków bogacza przedmiot zostaje szybko odnaleziony przez poszukiwaczy, ale problemy zaczynają się wtedy, gdy zostaje on wyciągnięty ze znajdujących się w grobowcu szczątków hiszpańskiego konkwistadora. Czyn ten budzi gniew pewnego plemienia, które członków ekipy chce złożyć w ofierze tajemniczemu Złu uosabiającego ducha dżungli. Okazuje się również, że Darren i jego kompani nie są pierwszymi ludźmi wynajętymi przez Vargasa, gdyż poprzednia ekipa poszukiwaczy zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Fabuła MANDRAGORY prezentuje nam więc dwa źródła zagrożenia, z którymi muszą sobie poradzić filmowi protagoniści. W pierwszej kolejności zostają oni zaatakowani przez tubylców odprawiających dziwne rytuały. Uznane za wymarłe plemię nie robi tego bez powodu. Próbuje w ten sposób ugłaskać coś, co przebudziło się wraz z "grabieżą" cennego sztyletu. To coś to tytułowa roślina znana ze swych leczniczych właściwości, z korzeniem do złudzenia przypominającym ludzką postać. Mandragora przybiera tu formę ogromnego drzewa, którego pnącza i korzenie owijają się wokół ciała ofiary lub przebijają je na wylot.


   W tym miejscu chciałbym pochwalić efekty CGI, za pomocą których wykreowano roślinnego potwora. Jego ogromna postura, jak i wygląd robią wrażenie przewyższając większość innych wygenerowanych komputerowo na potrzeby telewizji kreatur (w tym znanego z innej telewizyjnej produkcji tytułowego POTWORA Z MOKRADEŁ). Nie bez znaczenia jest też fakt, że stwór idealnie wkomponowano w tło, które tworzy bagienny krajobraz Luizjany udanie imitujący niezbadane obszary Ameryki Łacińskiej. Muszę zresztą przyznać, że są to jedne z najlepszych widoków jakie mamy okazję oglądać na ekranach telewizorów. Dzięki ciekawym efektom i dobrej pracy operatora film wygląda na droższy, niż to jest w istocie. Jedynie parę scen razi słabym wykorzystaniem green boxa, ale nie wpływają one zbytnio na dobrze zrealizowaną całość. 


   Film posiada też kilka wad, którymi obłożonych jest większość tego typu produkcji. Fabuła, choć pokręcona, mniej więcej w połowie filmu nabiera kształtu, który pozwala przewidzieć przyszłe zdarzenia. Nie obyło się również bez typowych charakterologicznie postaci. Mamy tu głównego herosa, piękną heroinkę, ich nieoczekiwanego kompana i w końcu chciwego bogacza dodatkowo uprzykrzającego życie trójce bohaterów. Jednak najważniejszą sprawą jest to, że film nie potrafi wykreować wystarczającego nastroju grozy, a też napięcie rzadko wznosi się tu ponad przeciętny poziom. Winę ponosi za to decyzja, by prawie cała akcja filmu rozgrywała się w ciągu dnia, co skutecznie utrudnia wytworzenie złowieszczego klimatu. Z drugiej strony, gdyby nie dzienne zdjęcia nie mielibyśmy zbyt wiele okazji, by popatrzeć na ciekawe krajobrazy, a też nie mamy problemów z obserwowaniem śmiertelnych ataków mandragory. Wspomnę tu o kilku szokujących scenach. Pierwsza to ta, w której składana w ofierze niewiasta zostaje oplątana od stóp do głowy pnączami potwora. W pewnym momencie pnącza po prostu odrywają się od siebie przecinając kobietę w pół (lepiej się to ogląda niż o tym pisze). Druga WTF scena to... tree-vision !!! Musiałem zbierać szczękę z podłogi, gdy ujrzałem świat widziany oczami drzewa. Ujęcie trwa ledwie kilka sekund i szkoda, że nie pokuszono się o częstsze zastosowanie tego patentu.


   W głównej roli wystąpił Max Martini. Przyznam, że bardzo ciekawi mnie ten aktor. W sumie ma wszystko to, czym powinien charakteryzować się bohater kina akcji. Dobra postura, niski głos, a i talentu mu też odmówić nie można. Jak na razie trudno mu się wybić, ale może zmieni ten stan rzeczy jego udział w tegorocznym widowisku s-f Pacific Rim. Jego Darren McCall jest siłą napędową filmu i trzeba przyznać, że jest to jeden z najlepiej obsadzonych protagonistów w całej historii działalności stacji SyFy. Maxowi partneruje znana z serii filmów PIŁA Betsy Russell, o której można powiedzieć tylko to, że niczym specjalnym się nie wyróżnia. Natomiast Benito Martinezowi przypadła niewdzięczna rola zagrania czarnego charakteru, co wyszło mu całkiem dobrze. Już od samego początku wiadomo, że Harry Vargas nie cofnie się przed niczym, by zdobyć cenny sztylet, a Martinez dzięki swej aparycji i ekranowej charyzmie bardzo nam ułatwia poznanie priorytetów odtwarzanego przez niego bohatera.


   Jakoś tak się składa, że ostatnio piszę o telewizyjnych filmach, które wybijają się ponad przeciętność i niektórym widzom mogą dostarczyć sporo frajdy. Jako miłośnik nurtu animal attack i wszelkich monster movies (spokojnie, slashery stoją u mnie na pierwszym miejscu) z radością oglądałem kolejnego potworka jakże innego od tych, które zwykły pojawiać się w większości produkcji powstałych przy współudziale stacji SyFy. To, plus dobra realizacja, całkiem niezła obsada i kilka fajnych smaczków czynią z MANDRAGORY dziełko, którego podobni do mnie fanatycy nie powinni przegapić. Przypadkowym widzom raczej odradzam, gdyż pewnie nie zdzierżą widoku drzewa - potwora. 
5,5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza