wtorek, 21 października 2014

SKÓROZMIENNI / SINWALKER RANCH aka SKINWALKERS (2013)



reżyseria - Devin McGinn, Steve Berg
scenariusz - Adam Ohler
obsada - Taylor Bateman, Steve Berg, Michael Black, Devin McGinn, Erin Cahill, Jon Gries, Carol Call, Kyle Davis, Michael Horse, Nash Lucas, Matthew Rocheleau
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 30 października 2013
premiera w Polsce - 22 października 2014 (tv)
źródło - blu-ray (Signature Ent., UK)

   Grupa naukowców przyjeżdża na farmę hodowcy bydła, którego 8-letni syn zniknął w dziwnych okolicznościach. Po rozstawieniu sprzętu, rozmieszczeniu kamer mających monitorować każde pomieszczenie domu jak i okalające gospodarstwo zabudowania, już pierwszej nocy dochodzi do niewytłumaczalnych zjawisk. A to tylko początek.



   SKÓROZMIENNI to kolejny found footage, który zyskał jako taką popularność dzięki nawiązaniu do prawdziwych wydarzeń. Ranczo Skinwalkera (taki też jest oryginalny tytuł filmu) istnieje naprawdę i zostało rozsławione w środowisku naukowym dzięki głośnej sprawie z lat 90-tych dotyczącej rodziny Gordonów, którzy zakupili tę ziemię po okazyjnej cenie nie wiedząc, jak złą sławą cieszy się wśród miejscowych Indian. Opowiadane przez nich legendy głoszą, że ranczo leży na ścieżce Skinwalkera, istoty z innego wymiaru zdolnej przemieniać się w zwierzęta i kontrolować myśli. Jak zwykle jestem sceptycznie nastawiony do takich rewelacji i ogólnie historii o nadprzyrodzonych zjawiskach. Może takie rzeczy naprawdę mają miejsce, albo i nie, ale na pewno są dość wdzięcznym materiałem wyjściowym do tworzenia kolejnych ghost stories czy bardzo modnych obecnie filmów found footage. Autor scenariusza SKÓROZMIENNYCH  dużo zaczerpnął z historii rodziny Gordonów jak i z przekazywanych od wielu pokoleń indiańskich legend tworząc zupełnie nową historię rancza Skinwalkera.


   Wpierw mamy szansę obejrzeć amatorskie nagranie, na którym syn hodowcy zostaje porwany przez niezidentyfikowany obiekt. Następnie przechodzimy do właściwej części filmu i poznajemy grupę naukowców chcących pomóc farmerowi w wyjaśnieniu sprawy zaginięcia jego syna. Jest to typowa dla nurtu found footage ekspozycja, w której bohaterowie zajmują pomieszczenia domu, rozstawiają sprzęt i instalują kamery mając nadzieję na zarejestrowanie nadprzyrodzonych zjawisk. A te nadchodzą niespodziewanie szybko. Pierwszej nocy wszyscy zgromadzeni w domu Hoyta ogłuszeni zostają przez pochodzący z nieznanego źródła dźwięk, a gdy wychodzą na zewnątrz na dachu budynku znajdują setki martwych nietoperzy. Podczas jednej z kolejnych nocy kamera rejestruje ducha chłopca, który jak się okaże przebiega przez kuchnię zawsze o tej samej porze. Następnie jeden z członków ekipy zostaje porwany z pola przez niewidzialną siłę, a okolicę nawiedza przerośnięty wilk, który atakuje bohaterów. W międzyczasie poznajemy też zawartość znalezionej w stodole Hoyta tajemniczej kasety ujawniającej wydarzenia jakie miały tu miejsce w 1973 roku.


   Przyznaję, że właśnie ten materiał jest najlepszym fragmentem SKÓROZMIENNYCH. Stylizowany na kręcony kamerą 16mm film przedstawia dwójkę ludzi w skafandrach, którzy w drodze do bazy wojskowej natykają się na stojącą bez ruchu dziewczynkę i postanawiają zabrać ją z sobą, co okazuje się brzemiennym w nieszczęśliwe wydarzenia pomysłem. Mała doprowadza do śmierci wszystkich zebranych w bazie przechodząc transformację w coś, co pojawi się również w domu Hoyta. I o ile SKÓROZMIENNI nie szczycą się jakimś dużym bogactwem strasznych scen dawkując je dość oszczędnie, to finał przynosi spore rozczarowanie w tej kwestii. Owszem, pojawia się tu coś, które przybiera swą fizyczną i chyba prawdziwą formę, ale nie niesie to z sobą takich konsekwencji jakich byśmy się mogli spodziewać od filmu kręconego z ręki. Niemal wszyscy bohaterowie giną gdzieś za kadrem, a końcowe ujęcia nie potrafią dostarczyć takiego napięcia jakie towarzyszyło nam np. w scenach z wilkiem. To czego nie można filmowi odmówić, to całkiem oryginalnego połączenia wątków grozy z kinem science-fiction, którego ze świecą szukać wśród innych przedstawicieli nurtu found footage skupiających się głównie na opowieściach o nawiedzonych miejscach.


   Inną wyróżniającą SKÓROZMIENNYCH rzeczą jest całkiem dobra praca kamery, która nie lata jak szalona dzięki czemu narzekającym na takie atrakcje widzom tym razem nie grożą zawroty głowy. Inna rzecz, że obraz ze wszystkich kamer jest niesamowicie ostry, przez co nie ukryje się przed nami żaden z rejestrowanych przez nie detali. Dzięki temu widać też jak bardzo dobrze wykorzystane zostały tu efekty CGI. Zarówno te prezentujące niezidentyfikowane zjawiska jak i te, które posłużyły do bardzo naturalnie wyglądających wcieleń Skinwalkera, czy to pod postacią wilka czy kilkuletniej dziewczynki. Muszę też pochwalić grę aktorską, która jak na ten gatunek jest bardzo dobra i choć żadnej z postaci nie poznajemy dostatecznie blisko, to zjednują one naszą sympatię. Wielka szkoda, że twórcy filmu nie wykorzystali tego stawiając ich w większej liczbie sytuacji, przy których moglibyśmy trzymać za nich kciuki, a na dodatek żegnamy się z nimi w niezbyt emocjonujący sposób.


   Właśnie to zaważyło na mojej końcowej ocenie SKÓROZMIENNYCH, które choć dużego stracha nie napędzają, to opowiadają ciekawą historię, która zasługiwała na o wiele lepsze zakończenie niż te, które dostaliśmy. Mimo to uważam, że dla fanów nurtu found footage jest to pozycja obowiązkowa i choć część wątków może wyglądać na przypadkowe, to radzę sięgnąć po filmie do jakiegoś źródła, w którym opisano historię rancza  Skinwalkera. Tymczasem zapraszam na seans, bo jest całkiem nieźle i klimatycznie.

6,5/10

  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza