sobota, 12 kwietnia 2014

ZŁO / ZLO aka EVIL (2012)



reżyseria - Peter Bebjak
scenariusz - Peter Bebjak, Andrej Dubravsky, Peter Gasparik
obsada - Andrej Dubravsky, Kamil Kollarik, Tom Sotak, Anton Sulik
kraj produkcji - Słowacja
światowa premiera - 12 kwietnia 2012
polska premiera - 20 września 2013 (tv)
źródło - tv (Cinemax)

   Trójka przyjaciół pasjonuje się zjawiskami paranormalnymi, utrwalając na nagraniach swe doświadczenia z siłami nadprzyrodzonymi i umieszczając je na stronie internetowej. Martwi ich to, że najczęściej mają do czynienia z ludźmi święcie przekonanymi, że mieli kontakt z duchami, choć prawda jest całkiem inna. Podczas kręcenia kolejnego nie rokującego zbyt dobrze materiału otrzymują oni telefon od nijakiego Bartosza, który twierdzi, że jego dom opanowało Zło. Chłopcy umawiają się z nim na spotkanie, po czym wyruszają do jego zrujnowanej posiadłości i wkrótce uświadamiają sobie, że mężczyzna może mówić prawdę.


   Horror ze Słowacji. Czyż to nie brzmi egzotycznie? Okazuje się, że nasi sąsiedzi stworzyli film grozy, który choć głowy nie urywa, to przynajmniej nie muszą się go wstydzić, jak co poniektórzy polscy twórcy. ZŁO to przedstawiciel popularnego nurtu found footage z powodzeniem przeszczepionego na słowacki grunt. Jak to najczęściej w takich produkcjach bywa, mamy tu do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi, których uosobieniem jest duch kobiety, a dokładniej żony Bartosza. Co prawda przekonujemy się o tym dopiero w drugiej części filmu, ale nie jest trudno zgadnąć kogo lub czego obawia się mężczyzna. Istotną natomiast niewiadomą jest to w jaki sposób Zło opanowało ciało jego żony i co jest jego celem. Na to pytanie nie poznamy dokładnej odpowiedzi, bo też sam Bartosz nie wie zbyt wiele oprócz tego, że nie można Zła wypuścić z domu. I dlatego trzyma je uwięzione w piwnicy, a prowadzące do niej drzwi smaruje baranią krwią i skrapla wodą święconą. Te środki ostrożności nie na wiele się jednak zdadzą, gdy wpuści do swej posiadłości spragnionych mocnych wrażeń badaczy paranormalnych zjawisk.

    Do tego czasu film Petera Bebjaka jest w swej pierwszej połowie praktycznie pozbawiony jakiegokolwiek klimatu grozy. Poznajemy trójkę naszych bohaterów, którzy z coraz większym zrezygnowaniem przyjmują kolejne zlecenia licząc na to, że w końcu trafią na temat, który rozsławi ich pracę. Obserwujemy ich podczas kręcenia materiału z ponoć nawiedzonego hotelu, czego jego właściciel nie potrafi w żaden sposób udowodnić. Wiele więc sobie obiecują po rewelacjach Bartosza, zwłaszcza po tym jak po drodze do jego posiadłości zatrzymują się w szpitalu, w którym leży jego syn. Są tam świadkami tego jak mężczyzna prawdopodobnie dusi swego potomka, czego nie są jednak pewni ze względu na niezbyt dobrze położony punkt obserwacyjny. Ziarenko niepokoju zostaje jednak zasiane. Po tym jak docierają w końcu do domu Bartosza opowiada on o dziwnych zdarzeniach, które od kilkunastu miesięcy mają miejsce na Słowacji i których przyczyną jest coś, co opanowało duszę jego żony i syna. Gdy ciekawość chłopców sięga zenitu mężczyzna nagle kończy swą opowieść i każe im się wynosić z jego posiadłości. Zawiedzeni dokumentaliści szybko jednak znajdują okazję by samodzielnie zbadać dom Bartosza, gdy ten w pośpiechu go opuszcza. Ich szczególną uwagę zwracają zamknięte na cztery spusty drzwi do piwnicy skrywającej coś, czego ich zleceniodawca nie chciał im pokazać.


   Wtedy też film Bebjaka rozwija skrzydła, bo robi się nawet klimatycznie, a kolejne zdarzenia zaczynają coraz lepiej wpływać na do tej pory nieobecną atmosferę grozy. Pierwszym udanym momentem, który może wzbudzić strach w widzu jest zejście chłopców do wspomnianej piwnicy, gdzie natykają się oni na przerażającą maszkarę. Od tej pory zaczyna się nieustanna bieganina trójki bohaterów po nawiedzonym, pełnym mrocznych zakamarków budynku, z którego nie sposób uciec, gdyż przybyły w międzyczasie Bartosz pozamykał wszystkie drzwi na klucz, po to by Zło nie rozlazło się po świecie. Tak więc chłopcy są skazani na walkę ze Złem, czy tego chcą, czy nie. A my mamy okazję zobaczyć najbardziej ograne chwyty, którymi charakteryzuje się nurt found footage. Kamera często bardzo powoli bada kolejne pomieszczenia w poszukiwaniu źródła zagrożenia, a następnie trzęsie się jak szalona, gdy wystraszony i koniecznie zasapany operator próbuje znaleźć drogę ucieczki. Cisza jaka towarzyszy perypetiom bohaterów zastępowana jest za to coraz głośniejszym pomrukiem (muzyką bym tego nie nazwał), który ma przygotować widza na coś okropnego, co oczywiście po chwili ma miejsce.


   W tej powtarzalności należy upatrywać największej wady słowackiego ZŁA. Wszystko to już widzieliśmy i to często w lepszym wydaniu. To prawda, film jest przyzwoicie nakręcony, dobrze zagrany i nawet potrafi momentami wciągnąć. Zabrakło mi tu jednak jakiegoś pierwiastka x, który by sprawił że trząsłbym się ze strachu lub przeżywał w wielkim napięciu to, co dzieje się na ekranie. Również bardzo powoli rozwijająca się fabuła może rozzłościć co bardziej niecierpliwego widza. Tym większa szkoda, że jak już w końcu coś się dzieje, to niezbyt mocno angażuje uwagę, a kilka tylko niezłych scen grozy nie jest w stanie wyciągnąć tej produkcji ponad przeciętność. Jednocześnie jestem świadomy tego jak wiele gniotów powstało i wciąż powstaje na fali popularności serii Paranormal Activity. ZŁO Bebjaka na pewno do nich nie należy. Jeśli więc macie chwilkę wolnego czasu możecie sprawdzić, czy Słowacy znają się na straszeniu. Ja na razie widzę duży potencjał.
5,5/10

  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza