poniedziałek, 1 kwietnia 2013

PRIMA APRILIS / APRIL FOOL'S DAY (1986)



reżyseria - Fred Walton
scenariusz - Danilo Bach
obsada - Jay Baker, Pat Barlow, Lloyd Berry, Deborah Foreman, Deborah Goodrich, Tom Heaton, Mike Nomad, Ken Olandt, Griffin O'Neal, Leah Pinsent, Clayton Rohner, Amy Steel, Thomas F. Wilson
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 27 marca 1986
źródło - dvd (Paramount, UK)

   Grupa nastolatków zostaje zaproszona przez koleżankę Muffy na weekend w jej domu na wyspie, by uczcić tym sposobem ostatni rok szkoły. Podczas podróży wypadkowi ulega jeden z motorniczych łodzi, którą płyną. A to nie koniec dziwnych zdarzeń. Wieczorem każdy z przybyłych znajduje w swym pokoju coś związanego ze swą niezbyt chlubną przeszłością. Następnego dnia flirtująca para znajduje zwłoki swego kolegi...


   Jeden z najważniejszych slasherów w historii horroru i jeden z najoryginalniejszych. Fakt, fabuła z początku nie zapowiada niczego nowego. Ot, grupka znajomych spędza wolny czas na odciętej od świata wyspie. Początkowa sielanka, wsparta żartami przygotowanymi przez gospodynię z okazji prima aprilis, zostaje przerwana przez tajemnicze zniknięcia kolejnych uczestników zjazdu. Sama Muffy zaczyna się zachowywać co najmniej dziwnie i wydaje się nie reagować na toczące się wokół niej zdarzenia. Nadchodzi jednak noc, podczas której karty zostaną odkryte, a prowadzący na własną rękę śledztwo Kit i Rob będą musieli zmierzyć się z bezlitosnym zabójcą.


   I tak naprawdę do samego finału nie ma tu nic odkrywczego. Może poza tym, że wszystkie morderstwa odbywają się poza ekranem. Nam dane jest tylko zobaczyć efekty działań zabójcy - odcięte głowy, wisielca, czy topielicę. Mnie osobiście podobała się najbardziej zmasakrowana twarz pechowca, który zostaje zmiażdżony przez łódź. Tak więc miłośnikom krwawych mordów PRIMA APRILIS nie ma praktycznie nic do zaoferowania, chyba że są jednocześnie miłośnikami slasherów, przełkną tę gorzką pigułkę i będą oglądać film do samego końca, który zaskoczy niejednego widza. 


   Praktycznie ciężko jest coś pisać o największej zalecie filmu nie chcąc psuć zabawy innym. I mimo, że finał zaskakuje, to może jednocześnie rozczarować fanów gatunku. Wszak wszystko zostaje w nim wywrócone do góry nogami...
   Finał finałem, ale nie ma dobrego horroru bez odpowiedniego doboru bohaterów. A Ci, mimo że nie wyróżniają się zbytnio od tych z innych slasherów, to wydają się na tyle sympatyczni, że widz nie ma problemu z polubieniem ich. I mimo, że praktycznie większości z nich tylko seks i głupie dowcipy w głowie, to ich poczucie humoru może autentycznie bawić. Tak samo jak żarty wymyślone przez Muffy z okazji prima aprilis.


   Obsada filmu należy do tych z górszej półki. Praktycznie nie ma tu się kogo czepić. Pochwalić za to można Deborah Foreman za dobrze zagraną postać Muffy, która jest niejednoznaczna i potrafi w pewnym momencie wzbudzić autentyczny niepokój. Oddzielne słowa uznania należą się dla final girl z PIĄTKU TRZYNASTEGO 2, czyli Amy Steel, która znów staje oko w oko z mordercą, a jednocześnie pokazuje jak dobrze sprawdzała się w tego typu repertuarze.


   Dla fanów slasherów jak i kina grozy lat 80-tych PRIMA APRILIS to rzecz obowiązkowa. Mimo, że dość długo każe nam się czekać na wejście fabuły na właściwy tor i mimo, że zdarzają się też zbyt długie przestoje w akcji, to jednego filmowi Freda Waltona zarzucić nie można - tego że nie posiada klimatu. Ten się sączy z ekranu w niemal każdej minucie w nawet pozornie błahych dla fabuły scenach. Grozy  i napięcia też tu nie zabrakło i jeżeli dacie temu niemal trzydziestoletniemu filmowi szansę, gwarantuję że zobaczycie coś czego w slasherze jeszcze nie widzieliście.
7/10
  
  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza