piątek, 18 stycznia 2013

SKOLOPENDRA / CENTIPEDE! (2004)


reżyseria - Gregory Gieras
scenariusz - Gregory Gieras
obsada - Larry Casey, Margaret Cash, Trevor Murphy, George Foster, Matthew Pohlson, Danielle Kirlin, Steve Herd
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 2004
polska premiera - 21 października 2011 (tv)
źródło - tv (Tv Puls)

   Tuż przed swym ślubem David Stone wybiera się ze swymi przyjaciółmi do Indii w celu eksploracji tamtejszych jaskiń. Na skutek niewielkich wstrząsów wszyscy zostają uwięzieni  w jednej z grot. Szukając wyjścia natrafiają na olbrzymi gatunek wijów, który zaczyna kolejno ich zabijać.


    Były mrówki, karaluchy, motyle, ślimaki, to czemu nie wielka stonoga? Jak widać żadne żyjące stworzenie nie obejdzie się bez udziału w filmie z nurtu animal attack (były biedronki?). Tytułowa skolopendra powstała w wyniku składowania odpadów chemicznych w połączonym z systemem jaskiń magazynie. Czyli w zasadzie nic nowego jak i cała fabuła filmu, który podąża utartymi ścieżkami kina grozy. Kolejność w jakiej dość nieciekawi bohaterowie będą ginąć nie jest zaskakująca (choć obstawiałem szybszą śmierć niekompetentnego przewodnika) jak i to, że mający się wkrótce ożenić, a wciąż wzdychający do swej byłej dziewczyny David, będzie próbował ją ocalić przed gąsienicą, jak na herosa przystało.


   Tytułowy potwór, co jest chwalebne w dzisiejszych czasach, został zrobiony z pomocą tradycyjnych metod. Nie ma tu żadnej ingerencji komputerów (nawet przy wybuchach), a nawet miejscami zastosowano animację poklatkową. Momentami można zapomnieć, że nie oglądamy filmu z lat 80-tych, tym bardziej że brak tu jakichś spektakularnych ujęć, a to że film był kręcony w Indiach bardziej widać po aktorach drugoplanowych niźli po charakterystycznych dla regionu krajobrazach. Najbardziej rzucającym się w oczy minusem SKOLOPENDRY jest praktycznie zerowa ilość krwi. A szkoda, bo trochę makabry (nawet kiczowatej w stylu wspomnianych lat 80-tych) dodałoby filmowi kolorytu. A tak najczęściej ofiary wydzierają się do kamery albo znikają ciągnięte przez gąsienicę wgłąb korytarza jaskini. O błędach wynikających z durnego zachowania bohaterów nie będę wiele pisał oprócz sceny, w której nasi grotołazi uciekając przed goniącym ich mutantem czołgają się jakimś wąskim tunelem. Nie wiedzieć czemu często przerywają ucieczkę prowadząc ze sobą dyskusje, tak jakby zapomnieli, że goni ich wielka i wściekła skolopendra. 


   W dobie panujących obecnie komputerowych efektów specjalnych, SKOLOPENDRA wydaje się być lekkim powiewem... przeszłości. Nie ma to jak świadomość, że aktorzy widzieli z czym mają do czynienia grane przez nich postaci. Jednakże sam w sobie autorski film Gregory Gierasa to dość schematyczna historyjka, których powstaje rokrocznie na pęczki. Fanów monster movies i animal attack na pewno zainteresuje, innym zalecam wysoką ostrożność przy obcowaniu z tym schematycznym, acz pociesznym dziełkiem.
4/10
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza