piątek, 4 stycznia 2013

NOC KOMETY / NIGHT OF THE COMET (1984)


reżyseria - Thom E. Eberhardt
scenariusz - Thom E. Eberhardt
obsada - Catherine Mary Stewart, Kelli Maroney, Robert Beltran, Sharon Farrell, Mary Woronov, Geoffrey Lewis, Peter Fox, John Achorn, Michael Bowen, Devon Ericson, Lissa Layng, Ivan E. Roth
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 16 listopada 1984
źródło - tv (Mgm HD)

   Śmiercionośne promieniowanie przelatującej obok ziemi komety zabija prawie całą ludzkość zamieniając ją w rdzawy pył. Uratowali się tylko nieliczni, którzy przebywali wtedy w hermetycznych pomieszczeniach. Jednymi z ocalałych są dwie młode dziewczyny i tajemniczy Hector. Muszą oni odnaleźć się w opustoszałym świecie uważając nie tylko na zombie, które powstały na skutek częściowego napromieniowania, jak i na naukowców, których intencje nie są do końca jasne.



   Pierwszy raz oglądałem NOC KOMETY mając naście lat. Seans z wysłużonej kasety video nie przypadł mi do gustu, gdyż byłem mocno rozczarowany niską zawartością scen grozy w tym filmie. Minęło sporo lat, w czasie których przekonałem się, że obraz pana Eberhardta zasłużył na status dzieła kultowego. I powiem Wam szczerze - nie dziwię się temu aczkolwiek ja pozostaję na jego urok niewzruszony. Pomimo innego nastawienia do powtórnego seansu jest to dla mnie wciąż przeciętna, lekka postapokaliptyczna historyjka z zombie w tle.
   Najlepsze jest pierwsze pół godziny filmu. Krótkie wprowadzenie przedstawiające dwie główne bohaterki  prowadzi szybko do zdarzenia jakim jest przelatująca obok ziemi kometa. Niestety nie widzimy jak obserwujący zjawisko ludzie zamieniają się w pył. Po prostu wstaje nowy dzień, a na ulicach leżą "porzucone" ubrania z garściami prochu leżącymi gdzieś obok. Gdy grana przez piękną Catherine Mary Stewart Regina wyrusza na poszukiwania swego chłopaka natrafia na pierwszego zombie. Jest to jedna z zaledwie kilku scen, w których pojawiają się nieumarli, którzy tak naprawdę nigdy nie umarli, a ulegli koszmarnej przemianie. Co śmieszne, najlepsza scena z ich udziałem to sen Samanthy (cukierkowa Kelli Maroney), w którym zostaje ona zaatakowana przez zombie-policjantów.


   Co można zrobić z wolnym czasem, gdy ludzkość wymarła i można umrzeć z nudów? Dziewczyny znają na to pytanie odpowiedź. Najlepiej jest wybrać się do centrum handlowego i zrobić zakupy na krechę. Nie okażą się one jednak beztroskie, bo i inni wpadli na ten sam pomysł, a co gorsze znajdują się w stadium pośrednim przemiany w zombie. Na szczęście zjawiają się nagle naukowcy, którzy ratują bohaterki. Wyłapują oni ocalałych i transportują do podziemnego kompleksu badawczego. Okazuje się jednak, że ich zamiary też nie są szlachetne, choć znajdzie się wśród nich przychylna bohaterom osoba, po której byśmy się tego najmniej spodziewali.


    Twórcy filmu nie silą się na budowanie w nim napięcia. Nawet finałowe sceny rozegrane zostały bez większego ładunku emocjonalnego. Sceny z zombie też raczej nikomu nie podniosą adrenaliny i co gorsze pozbawione są efektów gore. Tak więc jeśli szukając jakiegoś zombie movie natraficie na ten tytuł możecie być mocno nim rozczarowani. To co w nim działa to dobrze sfilmowane dzięki odpowiednim filtrom bezludne miasto i wylewający się z ekranu klimat lat 80-tych (fryzury, rockowa muzyka). Lekki ton opowieści też może się spodobać, a już  na pewno rola Catherine Mary Stewart, która stworzyła postać inteligentną i waleczną, co udowadnia w nielicznych scenach, które wymagają od bohaterki silnego charakteru.


   Mnie NOC KOMETY nie zachwyciła, ale nie wątpię że znajdą się jeszcze widzowie, którzy zostaną zauroczeni tym filmem. Dlatego radzę Wam obadać tę produkcję i przekonać się czy jego kultowość jest w pełni zasłużona, czy to tylko średnio udany relikt minionej epoki bez efektów CGI.
5/10


      

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza