wtorek, 6 października 2015

MASKARADA / MASK MAKER aka MASKERADE (2011)



reżyseria - Griff Furst
scenariusz - Griff Furst, Eric Miller
obsada - Nikki Deloach, Stephen Colletti, Anabella Casanova, Ross Britz, Terry Kiser, Mariah Bonner, A.J. Allegra, Lara Grice, Michael Berryman, Treat Williams, Liann Pattison, John Edward Lee, Chelsea Morgan Thomas, Ritchie Montgomery, Joe Chrest, Jason London, Jonathan Breck, Kennon Kepper
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 12 kwietnia 2011 (USA, dvd)
premiera w Polsce - 6 października 2015 (tv)
źródło - blu-ray (101 Films, UK)


   Sięgając po niskobudżetowy slasher można spodziewać się wszystkiego. Często trafia się na dzieło entuzjastów, którzy dobrze by chcieli, ale z braku większych funduszy lub po prostu umiejętności wypuszczają na rynek coś, co fanom tego zacnego podgatunku horroru odbija się później przez kilka dni czkawką. Jeszcze częściej trafia się na dziełka, które są do bólu poprawne, co jednak nie pozwala im się wyróżnić z masy podobnych produkcji. Tym bardziej, że fabuły slasherów zbudowane są na jednym schemacie i naprawdę trzeba się dobrze postarać, by być zapamiętanym przez szerszą widownię. Maskaradzie to raczej nie grozi, acz entuzjaści staroszkolnych horrorów mogą docenić reżysera obrazu za to, że nie silił się na żadne unowocześnianie wspomnianych schematów, a co więcej - udanie nawiązał w swym dziele do najznamienitszych przedstawicieli nurtu slash.


   Młoda para wchodzi w posiadanie położonej z dala od miasta posiadłości. Kupiony za okazyjną cenę budynek wraz z otaczającą go ziemią, kryje wiele tajemnic, o czym przekonuje się Evan, gdy na tyłach domu znajduje zapuszczony cmentarz. Tam jego uwagę zwraca wetknięty w glebę dziwny kij, którego koniec zdobi coś na kształt maski. Nieświadomy tego co znalazł,  Evan wyjmuje kij z ziemi, co pozwala wrócić do życia dawnemu mieszkańcowi posiadłości, oszpeconemu wskutek infekcji Leonardowi. Historię mężczyzny poznaje Jennifer czytając pamiętnik jego matki, która imała się różnych sposobów, by uratować syna przed utratą twarzy. Doprowadzona do ostateczności porwała niemowlę Pecków, by dzięki pogańskiemu rytuałowi powstrzymać postępującą infekcję i przywrócić Leonardowi dawny wygląd. Okoliczni mieszkańcy przybyli na odsiecz dziecku, ale niestety zbyt późno i te zginęło przebite kijem, który kilkadziesiąt lat później spodoba się Evanowi. W akcie zemsty powieszona na drzewie dzieciobójczyni i chcący jej pomóc syn zostali nabici na ten sam kij, co ofiara rytuału. Teraz żądny zemsty Leonard zagraża życiu nie tylko Evanowi i Jennifer, ale i ich przyjaciołom, którzy przyjechali do nich w odwiedziny chcąc pomóc w generalnych porządkach. Czy któryś z żyjących jeszcze, pamiętających dawne zdarzenia mieszkańców, zdoła uprzedzić ich przed grożącym im niebezpieczeństwem?


    Na odpowiedź na to pytanie przyjdzie nam trochę poczekać, gdyż twórcy scenariusza poświęcają wyjątkowo dużo miejsca na szczegółową ekspozycję, przerywaną kilkoma retrospekcjami przedstawiającymi genezę powstania mordercy. Zdecydowanie za długo to trwa i nim akcja się rozkręca mija już pół filmu. Na szczęście jest na co czekać, bo drugą połowę zapełniają sceny eliminacji kolejnych "gości" Leonarda, które choć niczym szczególnym się nie wyróżniają, to potrafią trzymać w niezłym napięciu. Mam tu też na myśli dwie zaskakująco dynamicznie nakręcone pogonie za ofiarami, bez których nie może się obejść żaden porządny slasher. Sukcesem twórców Maskarady jest to, że w przypadku obu sekwencji nie było dla mnie obojętne, czy gonionym przez mordercę protagonistom uda się ocalić życie. Zarówno Evan jak i Jennifer to postaci bardzo sympatyczne i fajnie się na nie patrzy, które w decydujących chwilach wykazują się sprytem i silną wolą przetrwania. Oczywiście do czasu, bo jak niemal w każdym horrorze jest też czas na takie głupstwa jak sprawdzanie, czy morderca na pewno nie żyje. Wszyscy wiemy jak to się zazwyczaj kończy. Malkontenci mogą też ponarzekać m.in. na takie rzeczy jak zdolność Leonarda do teleportacji, na to że dogania swe ofiary pomimo niezbyt pośpiesznego kroku, i że na takim odludziu nikogo nie budzą krzyki jego ofiar. Te wady są jednak wpisane już od niepamiętnych czasów w istotę slashera, że naprawdę bym się zdziwił, gdyby ktoś na nie narzekał. 


   Tak jak pisałem wyżej, reżyser obrazu mocno inspirował się klasycznymi przedstawicielami gatunku. Najbardziej widać to w końcowych scenach filmu, gdzie mamy nawiązania do drugiej (przebranie się final girl za matkę mordercy) i czwartej części (sposób w jaki ginie Leonard) Piątku trzynastego. Ale to nie wszystko. Sposobem działania tytułowego antagonisty jest zrywanie twarzy ze swych ofiar i robienie z nich masek, co jest dość oczywistym nawiązaniem do remake'u Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Do tego dochodzą rzadkie, ale jednak, elementy stalkingu, którą to czynnością parał się niezbyt rozmowny Michael Myers. Widać jak wielkim fanem slashera jest Griff Furst i naprawdę szkoda, że nie postanowił rozwijać się w tym kierunku wybierając w to miejsce dużo słabsze projekty dla stacji SyFy (Plaga podziemnych pająków, Aleja aligatorów). Co prawda przydałyby mu się lekcje z budowania klimatu, ale jeśli chodzi o napięcie, to nie można narzekać. Mogą się też podobać sceny morderstw, gdyż Leonard sprawnie posługuje się sierpem, widłami jak i najczęściej wybieraną jako narzędzie zbrodni siekierą. Aspekt gore stoi tu na dość niezłym poziomie, acz na jakieś bardziej wydumane zabójstwa nie macie co liczyć. Ot, ktoś tam ginie z poderżniętym gardłem i wykręconą głową, inny pechowiec obrywa siekierą, a na innym zostanie wykonana dekapitacja. Odważnym wyborem było to, by większa część fabuły rozgrywała się w środku dnia, co  jednak w żaden sposób nie przeszkadza i w jakiś tam sposób nawiązuje do jeszcze innego slashera - Podpalenie.


   Nigdy bym się nie spodziewał, że człowiek mający na swym koncie kilka projektów dla studia Asylum (Ostatni żywy człowiek, Universal Soldiers), będzie potrafił nakręcić  slasher, który choć w minimalnym stopniu zrekompensuje mi brak tego typu produkcji na kinowych ekranach. Maskarada to naprawdę przyzwoity horror, którego wady w oczach jednych widzów, dla innych mogą okazać się istotnymi zaletami. Seans umila kilka znanych nazwisk, wśród których warto wyróżnić Terry'ego Kissera (niezapomniany pomylony psychiatra z siódmej części Piątku...), Michaela Berrymana (Wzgórza mają oczy) i Treata Williamsa (Śmiertelny rejs). Nie mam też nic do zarzucenia młodszym aktorom, którzy poradzili zaskakująco dobrze w swych rolach (zwłaszcza Nikki Deloach i Stephen Colletti). Panów powinna ucieszyć wiadomość, że przedstawicielki płci pięknej są tu wyjątkowej urody i nie mają oporów przed pokazywaniem swych wdzięków przed kamerą. Tym samym jest w filmie Fursta wszystko, co niezbędne w dobrym slasherze. Krew, seks i przemoc były nieodłącznym elementem każdego obskurnego horroru z lat 80-tych i jeśli jesteście fanami takich klimatów, to Maskarady nie powinniście przegapić. 

6/10



WYDANIE BLU-RAY (101 Films, UK)
czas trwania - 89.54
obraz - 1080p, 1.78:1
dźwięk - angielski DTS-HD Master Audio 5.1
napisy - brak
dodatki - brak

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza