piątek, 14 lutego 2014

KRWAWE WALENTYNKI / MY BLOODY VALENTINE (2009)



reżyseria - Patrick Lussier
scenariusz - Todd Farmer, Zane Smith
obsada - Jensen Ackles, Jaime King, Kerr Smith, Betsy Rue, Edi Gathegi, Tom Atkins, Kevin Tighe, Megan Boone, Karen Baum, Joy de la Paz, Marc Macaulay, Todd Farmer, Jeff Hochendoner, Bingo O'Malley
kraj produkcji - USA
światowa premiera - 16 stycznia 2009
polska premiera - 20 lutego 2009 (kino)
źródło - blu-ray (Lions Gate Home Ent., UK)

   Tom wraca do swego rodzinnego miasteczka w dziesiątą rocznicę masakry, która wydarzyła się w dzień Walentynek i pochłonęła życie 22 ofiar. Wraz z jego przybyciem zaczyna się seria zabójstw dokonywanych przez mordercę w stroju górnika, takim samym jaki nosił odpowiedzialny za masakrę sprzed lat Harry Warden. Problem w tym, że mężczyzna nie żyje, o czym dobrze wiedzą ówczesny szeryf miasteczka i jego burmistrz. Kim jest zatem morderca?



   KRWAWE WALENTYNKI to remake kanadyjskiego slashera, który powstał w złotej dla slasherów erze, czyli na początku lat 80-tych. Za odnowienie tego kultowego już horroru, który sam Quentin Tarantino uważa za jeden ze swych ulubionych filmów, wziął się nadworny montażysta Wesa Cravena - Patrick Lussier. Efekt jego pracy jest całkiem dobry choć tu i tu nie zabrakło kilku niedociągnięć, które nie pozwalają w pełni delektować się jego wersją walentynkowej masakry.


   Historia podąża tropem oryginału. Mamy więc tajemniczy wypadek w kopalni, z którego cało wychodzi tylko Harry Warden i poczynioną przez niego rzeź, której dokonuje obudziwszy się nagle ze śpiączki. Życie traci cały szpitalny personel jak i większa część nastolatków bawiących się w tym czasie w pobliżu kopalni. Tym samym film zaczyna się tak jak kończył się oryginał. Beztroska zabawa grupki znajomych kończy się walką o przeżycie. Gdy akcja przenosi się w czasy współczesne w centrum fabuły są Tom, Sarah i Axel, którzy tworzą miłosny trójkąt, co bardzo przypomina film Mihalki. Sarah wciąż kocha Toma mimo że wyszła za Axela i urodziła mu dziecko, podczas gdy ten potajemnie spotyka się z jej podwładną, która zresztą też zachodzi w ciążę. Problemem nowej wersji scenariusza jest to, że praktycznie oprócz Sarah nie sposób tu kogoś polubić. W oryginale każda z nawet drugoplanowych postaci szybko pozyskiwała naszą sympatię, co pozwalało nam na większe odczuwanie napięcia, gdy kolejni fajni bohaterowie stawali naprzeciw mordercy z kilofem. Tu taka sytuacja nie ma miejsca. Axel to znudzony swą żonką zgorzkniały szeryf, a Tom jest na tyle tajemniczo zarysowaną postacią, że w sumie nie wiadomo co o nim myśleć. O drugim planie nie będę już wspominał, bo czy jest jakaś szansa na polubienie miejscowej nimfomanki, czy kobiety rozbijającej małżeństwo?


   Na szczęście ten aspekt nie gra w KRWAWYCH WALENTYNKACH zbyt dużej roli, bo twórcy nowej wersji skupili się na tym, czego zabrakło w wykastrowanym przez cenzurę oryginale, który swych właściwych kształtów nabrał dopiero wraz z premierą remake'a wychodząc w specjalnej edycji na dvd. Film Patricka Lussiera nie zawodzi pod względem gore, a nawet przewyższa pod tym względem większość podobnych produkcji. Czego my tu nie mamy. Wyrywanie serca z piersi, przepołowienie głowy szpadlem, oderwaną od twarzy szczękę czy nadzianie głowy jednej z ofiar na wbity do podłogi kilof. Krwi jest więc dużo, ale nie zawsze wszystko wygląda pięknie. Przyczepiłbym się zwłaszcza do pierwszego zabójstwa, w wyniku którego jednemu z pechowców wyskakuje oko wprost w stronę ekranu. Wygląda to bardzo sztucznie, niemal jak podobna scena w trzecim Piątku trzynastego, która tak jak KRWAWE WALENTYNKI powstała w trójwymiarze.


   Wiąże się z tym główna wada filmu. Nie cierpię gdy oglądany w dwóch wymiarach obraz wręcz krzyczy: "Załóż okulary!", co dotyka właśnie tej produkcji. Przez cały seans miałem wrażenie, że coś tracę, a dokładnie fajną zabawę, na co mi nie pozwalał brak odpowiedniego telewizora. Do tego film został nakręcony kamerą cyfrową, czego nawet jego twórcy nie zamaskowali, przez co cały czas czułem się jakbym oglądał teatr telewizji. Tego też nie lubię. Skopano też doszczętnie finał opowieści, w którym podczas walki dwóch adwersarzy towarzysząca im Sarah znika całkowicie z kadru nie pomagając w zgładzeniu zabójcy. Może wyskoczyła do cioci na herbatkę? A tak poza tym innych grzechów nie pamiętam. No może jeden. Występujący w głównej roli Jensen Ackles może jest bożyszczem nastolatek, ale jako aktor sprawdza się bardzo przeciętnie. Na szczęście reszta obsady jest pod tym względem o wiele lepsza, na czele z Jaime King i legendarnym Tomem Atkinsem.


   Pomimo tych niewątpliwie dotkliwych wad KRWAWE WALENTYNKI bronią się jako dobrze skrojony na współczesną modłę slasher. Jest sporo krwi, kilka doskonałych scen ucieczek przed zabójcą i przede wszystkim do samego końca nie wiadomo, kto kryje się  za morderstwami pomimo tego, że pod uwagę brana jest tylko dwójka podejrzanych. Dla mnie nie potrzeba więcej. Jeśli mdli Was na myśl o Dniu Zakochanych i chcecie go spędzić oglądając krwawy horror miast komedii romantycznej, to KRWAWE WALENTYNKI (w tej lub starszej wersji) będą do tego najlepszym wyborem.
7/10


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza